Wiadomość od Dziecka. Ból, żal, gniew, złość. Wszystko to kłębiło się we mnie. Rozdzierało mi serce…. Nie wiedziałam przeciw komu to obrócić, ani co myśleć.
Nagle wszystkie te uczucia ustąpiły, znikły. Zaczęła się rozmowa. Z NIM.
„Będą cieszyć się z narodzin dzieciątka. Obiecałem Ci, Promyku. Jednak jeszcze nie teraz, niedługo”.
„Trzeba było mi powiedzieć, że nie teraz!”
„Mówiłem Ci”.
„Mówiłeś???”
„Tak. Ale Ty nie słuchałaś. Zagłuszyłaś w sobie MÓJ Głos…” – słowa te brzmiały łagodnie i spokojnie. Mnie jednak wprawiły w zdumienie. Olśniły a raczej oślepiły.
Była to prawda. Tak się bardzo cieszyłam, że zostałam wysłuchana, że dalej nie słuchałam Ukochanego. Jednak kiedy myślałam o tym dzieciątku, kiedy się za nie modliłam, nieznany smutek pojawiał się w sercu. Nie wiedziałam co to. Teraz już wiedziałam…
Ból, żal, gniew, złość wróciły ze zdwojoną siłą. Wiedziałam już przeciw komu je obrócić. Przeciw sobie!!! Chciałam zarzucić nimi siebie, ale… nie mogłam.
Jednocześnie spłynęła w moje serce tak ogromna fala Miłości i Pokoju, że nie mogłam. To ON mi nie pozwalał, obezwładniał mnie, Miłością! Czynił mnie Jej niewolnikiem. Nie mogłam nic zrobić przeciw sobie…
Leżałam więc ogołocona, pusta. A właściwie pełna JEGO Miłości.
„Czy wczoraj też zagłuszyłam w sobie Twój Głos” – zdołałam spytać…
„Nie kochana, to co innego. Dowiesz się potem. Teraz odpocznij”- mówił czule, jak do małego dziecka.
Odpoczywałam a ON mówił:
„Promyczku, nie miej do siebie pretensji. Jesteś słabym człowiekiem. Moim dzieckiem. Musisz jeszcze się wiele nauczyć”.
„Naucz mnie, proszę. I nie pozwól, żebym jeszcze kiedyś zagłuszyła w sobie Twój Głos!”
„Nie pozwolę!”
Przeleżałam tak w Nim, w Jego Miłości całą noc.
Potem zdarzyło się COŚ, Co w połączeniu z doświadczeniem nocy stanowi prawdziwy PRZEŁOM w moim życiu. Niestety tego nie opiszę gdyż bardzo boli mnie ręka. ON wie, moje duchowe Dziecko wie. Wystarczy.
Musi to być piękna i ogromna Miłość…niewielu chyba potrafi na nią odpowiedzieć.