Nad ranem Ukochany przyszedł do mojego serca…
Siedziałam na podwórku, pod parasolem, otwarta Biblia leżała na stole. A ja wpatrywałam się w Umiłowanego mego serca… Patrzył we mnie… miłością samą.
Patrzył i patrzył… i patrzył… I łagodnie się uśmiechał. Tym spojrzeniem i uśmiechem dotykał moich najgłębszych pragnień.
„Teraz wiesz, kochany Promyczku, dlaczego jestem dla Ciebie taki czuły i dlaczego oddałem Cię Mojej Mamie?”
„Wiem. Teraz wiem… Czytasz w moim sercu…”
„Otworzyłaś je przede Mną. Wiem o Tobie wszystko!”
Ucałowałam Go serdecznie…!
Patrzył dalej i mówił wprost do serca:
„U Mojej Matki doświadczysz tego, czego tak bardzo pragniesz i potrzebujesz”.
Dziękowałam…
Naraz motyl przyfrunął i usiadł na stole, blisko. Naprzeciw mnie. Roześmiałam się w głos! Z radości! Piękny był, kolorowy bardzo, Co prawda nie był biały, ale od razu przywołał mi na myśl wczorajszy obraz.
Siedział naprzeciw mnie dość długo. W końcu odleciał.
Patrzyłam dalej w Ukochanego. Prosiłam za moim Dzieckiem, Córeczką, które dziś bardzo potrzebowało Jego pomocy. Prosiłam, żeby z Nią był.
„Jestem z Nią” – uśmiechał się tajemniczo. A JEGO oczy zdawały się mówić:
„Dla Ciebie wszystko, Mój Promyczku!”