Po przyjęciu Komunii Św:
„Jesteś niemowlęciem w Moich Ramionach, Promyczku!”
I doświadczyłam ogromnej słabości. Zalała ona moje serce. Jednocześnie zalała je jakaś… błogość, słodycz… Nie wiem… słów brakuje, żeby to doświadczenie opisać. Doświadczyłam wielkiego Pokoju. Bezpieczeństwa. Głos mówił:
„Przytulam Cię do Swego Serca i pieszczę Cię jak matka swe dziecko”.
„Twój Król i Oblubieniec pragnie Twego czystego serca. Przyszedł do niego, do Swej Komnaty”.
Uwielbiałam mego Umiłowanego…
„Jesteś Moją Księżniczką i Oblubienicą! Moja Krew płynie w Twoich żyłach! Żyję w Tobie! Twoje serce jest Moim Skarbem”.
„Należy do Ciebie, jest Twoją własnością!”
Patrzył we mnie bardzo czule…
„I Moim Skarbem!”
Patrzyłam w Niego… patrzyłam i patrzyłam…
„Dlatego Zły będzie robił wszystko, żeby Mi je wyrwać, kusząc Cię na różne sposoby. Uciekaj się wtedy Promyczku do Matki, chroń się pod płaszczem Jej opieki. Ona Cię obroni!”
Patrzyłam w Umiłowanego długo…