Prawie całą noc nie mogłam spać. Cierpiałam, a ON był ze mną. Niewiele rozmawialiśmy, nie miałam sił. Po prostu trwałam z Nim. A On ze mną. Wyobrażałam sobie, że siedzi na łóżku, obok mnie i gładzi mnie po głowie. Ukochany mój… Najdroższy…
„Kiedy jestem z TOBĄ, kiedy się modlę czuję się jak w Niebie…”
„Jesteś Promyczku. Zabieram Cię tam”.
Patrzył we mnie promiennie.
„Chciałabym być już z Tobą w Niebie, ale jednocześnie bardziej pragnę Twojej chwały. Jeśli swoim życiem mogę przyczynić się choć troszkę do jej zwiększenia, jestem bardzo szczęśliwa!”
„Wczoraj znów pomogłaś swojemu Dziecku”.
„Ty pomogłeś!”
„Ja poprzez Ciebie, Oblubienico Moja!”
Patrzyłam w Niego i patrzyłam.
„Gdyby nie Twoja ufność i otwartość, Ja sam niewiele bym zdziałał”.
Znów czułam się jak w Niebie…
Potem otworzyłam Biblię na przypadkowej stronie i przeczytałam:
Psalm 149
Alleluja.
Śpiewajcie pieśń nową Panu;
chwała Jego [niech zabrzmi] w zgromadzeniu świętych.
2 Niech Izrael się cieszy swym Stwórcą,
niech synowie Syjonu radują się swym Królem.
3 Niech chwalą Jego imię wśród tańców,
niech grają Mu na bębnie i cytrze.
4 Bo Pan w ludzie swoim ma upodobanie
i zdobi pokornych zwycięstwem.
5 Niech się weselą święci wśród chwały,
niech się cieszą na swoich sofach!
6 Niech chwała Boża będzie w ich ustach,
a miecze obosieczne w ich ręku:
7 aby dokonać pomsty wśród pogan
i karania pośród narodów;
8 aby ich królów zakuć w kajdany,
a dostojników w żelazne łańcuchy;
9 by wypełnić na nich pisany wyrok:
to jest chwałą wszystkich Jego świętych.
Alleluja.