Po przyjęciu Komunii św:
„Jesteś Promyczku Świątynią Boga! Jesteś Moją Świątynią!”
Wielbiłam Ukochanego…
„Tak, Umiłowana. Jesteś Moją Świątynią!” – kontynuował kiedy wpatrywałam się w Niego.
Patrzyłam zachwycona… On mówił dalej:
„Kiedy do Ciebie przychodzę do Twego serca, kiedy MNIE przyjmujesz, Ja bardzo się raduję. Czynię je bielsze niż śnieg. Oczyszczam, uzdrawiam. I odpoczywam w nim”.
„Ukochany!!!” – wyszeptałam uszczęśliwiona.
Patrzył we mnie… cierpiący. Wiedziałam dlaczego cierpi. Bo pragnie odpoczywać w sercach wszystkich ludzi. A bardzo wielu Go nie chce…
„Cierpię z Tobą, Umiłowany…”
„Bardzo Mi pomagasz, Perełko. Cierpisz, a Twoi bliscy widzą uśmiech na Twojej twarzy”.
„Ciepię na Twoją chwałę, więc się cieszę”.
Patrzył we mnie… czule.
Zaczęłam Go uwielbiać.
„Mój Królu, mój Oblubieńcu! Najmilszy, Najdroższy! Skarbie Mój! Mój… Lwie!” – uśmiechnęłam się.
On też. Też się do mnie uśmiechnął…
„Mój mały Gołąbku!”