Nie mam dziś głowy do pisania. Ukochany będzie więc pisał tę notkę.
Wieczorem leżąc już w łóżku wiedziałam, że nie zasnę, że będę tańczyć. Czuwać. Trwać z Ukochanym.
Byłam jednak bardzo obolała i zmęczona, tak, że nie miałam sił się modlić… Leżałam tylko i powtarzałam Imię Ukochanego. Tak przeleżałam kilka godzin. On przyszedł do mego serca a ja wciąż powtarzałam Jego Imię. Siły jakby zaczęły wracać… tak mi się wydawało. Zaczęłam odmawiać Koronkę za dusze cierpiące w czyśćcu, a potem bukiety Mamie. I w miarę jak się modliłam Umiłowany zanurzał mnie w Sobie… Zobaczyłam Światło. Ciepłe i bardzo jasne. Byłam w NIM. Usłyszałam radosne, perliste głosy w oddali. Ciepłe, szczęśliwe.
Jeden głos był blisko mnie. Rozmawiała (był to głos kobiety) 🙂 ze mną. Jak z bliską przyjaciółką. Jakbyśmy się znały od lat. I znamy się 🙂 Podświadomie wiedziałam kto to. Bylam pewna. KTOŚ mi mówił, że to właśnie ona. Nie widziałam jej twarzy, ale wiedziałam kto to. Rozmawiałyśmy więc jak bardzo dobre przyjaciółki. O czym, o Kim rozmawiałyśmy? O Ukochanym moim. Naszym 🙂 wspólnym.
Potem zniknęła.
Potem… dwa motyle fruwały po niebie. Jeden duży, drugi maleńki. Jeden to Mama a drugi… 🙂
Fruwałyśmy, wirowałyśmy, szybowałyśmy po niebie. Bardzo długo. Kiedy skończyłam układać bukiety zauważyłam… że siły wróciły! Może nie fizyczne, ale duchowych miałam w nadmiarze.
Patrzył we mnie promiennie. Uradowany, że sprawił radość. A sprawił wielką! 🙂
„Byłam w Niebie?”- bardziej stwierdziłam fakt niż spytałam.
„Tak, Moja Perełko. Zabrałem Cię tam!”
„I… rozmawiałam z Faustyną?” – też stwierdziłam…
Uśmiechał się. Milczał, Ale Jego uśmiech mówił wszystko! Rozmawiałam z siostrą Faustynką!!!
„Byla taka jasna, taka ciepła, taka uśmiechnięta, taka… Taka inna!”
Patrzył we mnie przenikliwie. Milczał. Ja też. Patrzył i patrzył… czule, jasno, przenikliwie.
„Ty też jesteś inna, Promyczku!”
Patrzyłam zawstydzona…
On patrzył dalej.
„Jestem bardzo szczęśliwa…” – uśmiechnęłam się.
„Czyli błogosławiona” – też się uśmiechał.
I tak trwaliśmy, w uśmiechu.
„Dziś w Niebie wielkie święto. Świętych, czyli innych.”
„Tak”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem dalej.
„Też jesteś inna, Perełko” – usłyszałam znów w głębi serca.
Patrzyłam i patrzyłam w Ukochanego…
mam nadzieję również być Jego Umiłowaną.