Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Umiłowany:”
„Perełko!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Patrzył we mnie czule… A ja rozmyślałam.
„Mówisz do mnie przez swoje oczy, twarz, usta. A nade wszystko mówisz do mnie Sercem….”
„Sercem do serca”.
Uśmiechnęłam się do Niego…
„Kiedy do Mnie przychodzisz, przychodzisz do Miłości”.
Patrzył i patrzył…
Nagle KTOŚ 🙂 mnie tknął, żebym zajrzała do poczty, że tam mam wiadomość.
Ukochany uśmiechał się czule a Jego spojrzenie mówiło: „Zajrzyj”.
Zajrzałam. Rzeczywiście była wiadomość od mojego Dziecka. Przeczytałam. I wróciły wspomnienia. Wróciły, ale inaczej niż do tej pory.
„Szukałem Cię, Mój Promyczku. Goniłem Cię, ścigałem swoją Miłością”.
I… zobaczyłam Go w uśmiechu mojej nieżyjącej już babci, w słowach księży, którzy opowiadali mi o Jego wielkiej Miłości do mnie. I teraz w moich Dzieciach.
„Goniłeś, goniłeś – uśmiechnęłam się – i dogoniłeś!”
Patrzył promienny.
„Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu – mówił św Augustyn. Moje serce już w Tobie spoczywa…”
„Tak, spoczywa we Mnie”.
Odpoczywałam w NIM…
Spocząć w Bogu to zakorzenić się w Nim. Wróść w Niego. I z Niego wyrastać. To żyć w Nim, oddychać NIM. To zatonąć w Jego Miłości,