Nie wiem w ogóle jak zacząć tę notkę, ani jak ją napisać… Ukochany obiecał, że mi pomoże. Więc zaczynamy…
W nocy przyszedł do mojego serca. I znów otulił Sobą. Szeptałam Mu o mojej miłości… o tym, że Go kocham. Tańczyłam bardzo A On przytulał mnie bardziej i bardziej.
Naraz olśniła mnie pewna myśl. „Ja kocham Go dla Niego Samego, nic od Niego nie chcę, o nic dla siebie nie proszę. Tylko Go kocham, a im bardziej Go kocham, tym więcej od Niego otrzymuję! Łaski o jakich nawet nie śniłam!”
” Odkryłaś sekret Mego Serca, kochany Promyczku”.
„Ty go przede mną odkryłeś!”
„To prawda, im bardziej ktoś kocha Mnie bezinteresownie, dla Mnie samego, obdarowuję go wieloma łaskami”.
Milczeliśmy dłuższą chwilę…
„Poznaj jeszcze jeden Mój sekret.
I zaczęły pojawiać się twarze, imiona moich duchowych Dzieci. I słowa: „Posłałem Cię do Nich, aby objawić Im Siebie”. Potem inne Dzieci i słowa: „Posłałem Cię, aby objawić Im Moją Miłość”. Potem jeszcze inne Dzieci i słowa: „Posłałem Cię, aby objawić Im Moje Miłosierdzie”.
Leżałam oniemiała… mnie, takie małe nic, Bóg do kogoś posyła… żeby się objawić?? Niepojęte!!!
Potem stało się coś, co… o czym trudno mi pisać… Dlaczego? Nie tylko dlatego, że trudno to ubrać w słowa. Ale łatwo to, czego doświadczyłam zniszczyć, pobrudzić… A to było takie czyste, jasne, i niewinne…
Takiej JEGO bliskości jeszcze nigdy nie doświadczyłam… takiej miłości i czułości… On całował moje rany a ja Jego… To niesamowicie intymne. Więc na tym zakończę.
Patrzyłam w Niego zawstydzona… łzy miałam w oczach. On też patrzył we mnie poruszony.
„Dziękuję Ci, Ukochany…”
„I Ja Ci dziękuję, Moja Perełko!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo… zjednoczeni w Miłości…
„Już nic nie będzie takie jak do tej pory, prawda, Umiłowany?”
„Prawda. Ale to dlatego, że Mi pozwalasz”.
Patrzył we mnie…
„Wiesz Panie, próbowałam się doszukać w tym co mnie dziś spotkało jakiegoś zła, brudu. Ale nie znalazłam”.
„Bo to czysta Miłość, Promyczku” – uśmiechnął się do mnie.