Dziś w skrócie, bo tańczę bardzo.
Chciałam pójść do spowiedzi. Prosić Ukochanego o przebaczenie moich zdrad i niewierności. Zrobiłam rachunek sumienia i rano rodzice zawieźli mnie do kościoła. Dziś w parafii był dzień spowiedzi św.
Przy ołtarzu, na podwyższeniu stał obraz Jezusa Miłosiernego, który, jak już pisałam, nawiedza moją parafię. A przed/pod obrazem siedział ksiądz i czekał na penitentów. Inni księża już spowiadali, a ten czekał… Byłam zdziwiona… bo to nie mógł być przypadek… ON czekał na mnie. Poprosiłam mamę i podwiozła mnie do tego księdza. Kiedy się spowiadałam, patrzyłam w Miłosiernego. Widziałam Rękę, która mi błogosławiła.
A ten ksiądz powiedział, żebym ufała, że ON mnie bardzo kocha i jest ze mną, przede wszystkim w życiowych przeciwnościach.
Potem w homilii ojciec rekolekcjonista mówił o modlitwie, jako… o przytuleniu do Boga, przylgnięciu do Niego. O bliskości… Zdradził też swój sposób na to, żeby nasze modlitwy były wysłuchane.
Opowiadał, że jak był mały miał wypróbowany sposób na rodzicach, żeby dali mu to, o co ich prosił. Jaki? 🙂 Siadał swojemu tacie na kolanach, przytulał się do niego i mówił: „Tata, kocham cię!” A tato na to: „No, czego chcesz? 🙂 Mówił i zawsze dostawał 🙂
I mówił, że „na” Bogu ten sposób też działa. Wypróbował 🙂
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Wybaczyłeś mi! Dziękuję!”
Patrzył we mnie czule.
„Zawsze Ci wybaczam kiedy Mnie o to prosisz i żałujesz, Promyczku”
„I czekałeś na mnie…”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem bardzo długo. Mówiłam Mu swojej miłości do Niego. I…
Prosiłam Go za swoim duchowym Dzieckiem… Wylewałam przed Nim swoje serce.
„Pomóż Mu… proszę! Ono…”
„Pomogę. Zaufaj Mi”.
„Ufam. Dlatego będę Cię prosić. Do skutku!”