Przyszedł do mego serca…
Wpatrywałam się… On we mnie. Ogarnęła mnie dojmująca tęsknota. Ogromna! Aż serce bolało… Patrzyłam i patrzyłam. Pomyślałam, jak kiedyś napisało moje Dziecko, że dzieli nas niewidzialna szyba. Zamglona. Szklana. On po jednej stronie szyby, ja po drugiej… Przywarta do niej…
„Panie, przytul mnie… Tęsknię… bardzo…”
Patrzył poważnie. Przenikliwie.
„Pragnę Cię, Perełko.Niedługo rozbiję tę szybę i porwę Cię do Siebie!”
„Porwij mnie, Ukochany!”
„Niedługo!”
Pomyślałam, że to nie wiadomo kiedy będzie, bo jeden dzień u Niego jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jest jak jeden dzień.
„Kiedy?” – myśl przemknęła jak błysk.
Ukochany patrzył bardzo czule, ale poważnie.
„Jesteś Powiernikiem Mego Serca, Promyczku”.
Patrzyłam…
„To Twój ostatni adwent!”
Serce aż drgnęło ze szczęścia.
Patrzyłam promienna!
Zapatrzyłam się w Niego…
„Jesteś gotowa?”
„Jestem!”
„Bądź gotowa. Przyjdę niedługo!
Patrzyłam dalej…
„Mogę Cię prosić Ukochany, żebym mogła STAMTĄD opiekować się moimi Dziećmi? Pozwolisz mi?” – uśmiechałam się do Niego.
On… promieniał.
„Promyczku! Będziesz blisko swoich Dzieci. I będziesz się o nie troszczyć”.
Trwaliśmy razem w miłości…