„Oto otwieram bramę Mego Ogrodu i wchodzę do Niego!”
„Żyjesz we mnie, Ukochany, a ja… w Tobie”.
„Tak Promyczku! Żyjesz we Mnie. I dla Mnie!”
„I dla Ciebie!”
Układałam bukieciki MAMIE.
Cisza, spokój… I dwoje zakochanych… 🙂 ON i ja. Zapatrzonych w siebie nawzajem. Świata nie widzą poza sobą.
Nic oprócz Niego nie ma znaczenia, nic się nie liczy. Tylko On. Mój Pan i Król. Mój Umiłowany. Oblubieniec!
„Ukochany!”
„Najmilsza!
„Czym Ci mogę dziś usłużyć?”
„Służysz Mi już od nocy. Ale jeśli chcesz, trwaj przy Mnie. Tym Mi usłużysz!”
„To nie służba tylko wielka radość dla mnie!”
Patrzył słodko…
„Jeśli kochasz, służba jest radością”.
„Dla mnie jest radością. I zaszczytem!”
„Wiem, Perełko”.
Trwaliśmy więc. W sobie nawzajem. Trwałam w NIM.
Nie potrafię jednak tego opisać 🙂 No bo jak opisać trwanie w Miłości? Jak opisać poruszenia serca?
„W nocy znów Cię gdzieś zabiorę, Promyczku!””Gdzie?” – uśmiechnęłam się.
„Zobaczysz!” – też się uśmiechnął. Tajemniczo.