„Czas wyjść na pustynię, Mój Promyczku! Chodź za Mną!”
„Idę, Panie!”
Wpatrywałam się w Umiłowanego. W Jego cierpiące Oblicze. Jak prosił.
„Kogo widzisz? Co widzisz?” – usłyszałam w głębi serca.
„Widzę Ciebie. Poranionego, cierpiącego i… płaczącego”.
Łagodne, smutne oczy, usta na w pół otwarte. Zakrwawione czoło, łzy
na policzkach.Wielka korona z cierni. Purpurowa szata. Przebite dłonie…
„Widzę Miłość!” – szepnęłam.
„Aż tak Cię kocham!”
„Nad życie!”
„I nad śmierć!”
Patrzył we mnie długo… Przeprałam Go za moje niewierności i zdrady.
Patrzył czule.
„Widzisz Moje Rany?”
„Tak!”
„Przytul się do Nich. W Nich Cię ukryję”.
Ucałowałam Rany i przytuliłam się do Nich.
I tak trwam. Ukryta w JEGO Ranach.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI
W Jego ranach jest nasze uzdrowienie!
W Jego ranach jest nasze zwycięstwo!
W Jego ranach jest nasze zbawienie! Amen.