Przyszedł do mojego serca…
Zobaczyłam malutką, skaczącą, niesforną, słodką owieczkę. Biegała za Pasterzem, obok Niego. On ją brał na ręce, głaskał, mówił do niej czule. Owieczka spała u stóp Pasterza. Jak pies…
A kiedy zdarzyło jej się oddalić od Pasterza, On jej szukał, szukał aż znalazł. A gdy znalazł, tulił ją do siebie jeszcze bardziej, niż przedtem… Gotów był się nawet skaleczyć, zranić, byleby tylko ją odnaleźć…
Leżałam uśmiechnięta… Wiedziałam, że ta owieczka… to ja.
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź, Perełko”.
Patrzył…
„Ja cierpiący i Ty…”
„Tak”.
Patrzył… i ja patrzyłam. Pomyślałam o owieczce… Siedziałam u Jego Stóp. Jak pies.
Patrzył we mnie…
„Tęsknię, Promyczku!”
„I ja tęsknię, Umiłowany!”
Nasza wspólna tęsknota. Za sobą nawzajem.