Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie…
„Przyszłam posiedzieć u Twych Stóp”.
„Posiedź, Promyczku!”
Ucałowałam Go i ślad moich ust odbił się na obrazie. Chciałam go wytrzeć, ale Ukochany mnie powstrzymał.
„Zostaw, proszę!”
„Dobrze….”
Patrzył we mnie… zachwycony, z uwielbieniem…. we mnie! Jakby widział mnie pierwszy raz. Jak w ósmy cud świata! A ja się czułam… bardzo malutka, maleńka…
„Podziwiam swoje stworzenie, Promyczku!”
„Stworzonko… – szepnęłam. I przypomniałam sobie swoje słabości i grzechy.
Patrzył zachwycony. Jego spojrzenie przenikało moje serce na wylot, na wskroś.
„’Stworzenie! Perłę Moją, oblubienicę! Córkę Króla!”
I patrzył we mnie… z uwielbieniem.
„Pomilcz ze Mną, Promyku!”
„Dobrze, Ukochany”.
Milczeliśmy. Patrzyłam Mu w oczy. a On w moje… Jego spojrzenie uzdrawiało mnie… Leczyło z kompleksów. Uzdrawiało. Patrzył i patrzył, długo.
W końcu powiedział:
„Spełnię Twoje pragnienie!”
„… przyjedzie?!”
„Tak!”
Byłam… Szczęśliwa! Chciałam Je zobaczyć, uściskać, pogadać jak kiedyś!
On patrzył i patrzył. Promienny!
PATRZYŁ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI