Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył uśmiechnięty. I ja uśmiechałam się do Niego.
„Oblubienico Moja!”
„Ukochany!”
Patrzyłam Mu w oczy.
„Miłość, dobroć, łagodność, radość… – to jest w Twych oczach”’ – wyszeptałam.
Patrzył we mnie czule.
„Pogoda, ufność, taniec! To widzę w Twoich, Promyku”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…
„Jak Oblubieniec i oblubienica!” – usłyszałam w głębi serca.
„Tak! Wiesz… przy Tobie czuję się taka maleńka, słaba, grzeszna. Jednak… Jednak wiem, że…”
„Że Cię taką kocham, Perełko!”
„Tak!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
Po zakończonej Mszy św., podeszła do taty i do mnie znajoma starsza pani. Spytała o moją… o moje Dziecko. Martwiła się, bo zawsze Je widziała z nami w kościele, a od jakiegoś czasu Go /Dziecka/ nie widzi. Tylko tatę i mnie. Kiedy tato powiedział, że jest chore, prosiła, żeby Je pozdrowić.
– A tobie – zwróciła się do mnie – życzę niedzieli słonecznej jak ty! Tak słonecznej jak ty!
Podziękowałam 🙂