Był ze mną, we mnie. Po prostu.
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii wpatrywałam się w Ukochanego.
„Witaj Promyku!”
„Witaj Ukochany!”
Patrzył we mnie czule bardzo.
Rozmyślałam o dzisiejszej Ewangelii…
„Nawet wtedy nie myślałeś o sobie. Myślałeś o Janie, o swojej Matce. Oddałeś mu Ją”.
„Jej go oddałem. I Ciebie. O Tobie też wtedy myślałem”.
„Tak!”
Patrzyłam… i On patrzył.
„Ona stoi też przy Twoim krzyżu, Promyczku!”
„Stoi!”
Rozmyślałam o Niej, o mojej Mamie, Maryi. O Jej ciężkim, trudnym życiu. O Jej pięknie, czułości, bliskości… Przypomniałam sobie obraz, który niedawno namalowałam. Na nim Maryja przytula do policzka małego Jezusa.
„Wiesz… kiedy układam bukieciki, wyobrażam sobie czasem…”
Jezus uśmiechał się do mnie.
„Wiem, powiedz, Promyczku. Proszę”.
Uśmiechnęłam się do Niego, nieśmiało.
„Wyobrażam sobie, że na jednym ręku Maryja trzyma Ciebie, a na drugim… mnie. Tuli mnie do swojego policzka z czułością…. albo się z Tobą bawię.”
Odmawiając Różaniec.
Jezus patrzył we mnie łagodnie.
„Myślałam, że to jakaś herezja…”
Patrzył…
„To bardzo piękny obraz, Perełko Moja!”
Patrzyłam w Niego długo. A potem układałam bukiety Mamie.