Siedziałam na podwórku, przy stoliku, na którym leżało Pismo Święte, a ja patrzyłam w Ukochanego…
„Umiłowany mój!”
„Promyczku, Mój!”
Patrzył we mnie promienny.
„Dziś się urodzi…” – uśmiechałam się do Niego.
„Już się urodziło!”
Patrzyłam szczęśliwa
„Już!?”
„I jego mama dała mu imię, które Ja mu wcześniej nadałem”.
„Emmanuel”.
Patrzył we mnie, a ja w NIEGO.
O kim rozmawialiśmy? O moim duchowym dzieciątku. Dziś urodziło.
„Jesteś dobrą matką dla swoich duchowych Dzieci. Bardzo dobrą!”
Patrzyłam onieśmielona… uśmiechnięta. Szczęśliwa.
„Dzięki Tobie, UKOCHANY! A TY najlepszym Ojcem!”
Patrzył… czule, bardzo czule…
„Wczoraj prosiłaś za swoimi Dziećmi. Błogosławię Im!”
„Dziękuję! A prosiłam szczególnie za jednym”.
„To Twoje ukochane!”
„Tak…Kocham wszystkie moje Dzieci, ale To jest jednym z najbliższych”.
„Jak dla Mnie Jan!”
Uśmiechałam się do Ukochanego. A On do mnie.
„Błogosławię Mu, Promyczku!”
Dziękowałam MU.
MOJE DZIECI… :)
Category: (NIE) MOJE MYŚLI