Siedziałam na podwórku przy stoliku i wpatrywałam się w Ukochanego…
„Przepraszam Cię… nie wiem dlaczego się nie zapisało. Powinno…”
Patrzył we mnie czule.
„Nic się nie stało, Promyczku. Napisz tylko, że Moje otwarte Serce czeka na każdego grzesznika. Pragnę ich powrotu do Mnie”.
„Dobrze”.
Patrzył we mnie…
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Jego spojrzenie… jasne i czyste… Zanurzał mnie w Miłości.
„Przy Tobie czuję się już w Niebie!”
„Promyczku, chciałem Cię o coś prosić”.
„Tak?” – ożywiłam się.
„Żyj w uśmiechu!”
„Dobrze. Staram się. Ale będę bardziej!” – uśmiechnęłam się do Niego.
On uśmiechnął się do mnie.
„I żyj dniem dzisiejszym! Nie wybiegaj w przyszłość, nie czekaj kiedy się przed Tobą ukryję, lub kiedy nastanie noc w Twej duszy, ciemność!”
Zawstydziłam się… Czytałam, że w życiu duchowym są trzy okresy, jednym z nich jest ciemność, ukrywanie się Boga.
„Dobrze…”
Patrzył we promienny.
„U Ciebie ciemność już była, pamiętasz, Promyku? I tak naprawdę wybiegając w przyszłość, myślisz o przeszłości!”
Olśniło mnie… w jednej chwili przypomniałam sobie te momenty, chwile…
„Tak! To prawda! Dziękuję CI, dziękuję!!!”
Promieniał.
„Ciemność już była! Teraz będzie światło, Tylko Światło!”
„Aż!”
Patrzył mi prosto w oczy.
„Żyjesz już we Mnie. W wiecznym TERAZ!”
Dziękowałam.