Wczoraj w głębi serca usłyszałam, że Ukochany przygotował dla mnie cudowności, a dziś…
Siedziałam i wpatrywałam się w Niego uśmiechnięta, roześmiana nawet. Radosna, szczęśliwa. Patrzył we mnie promienny.
„No, i to Mi się podoba, Promyczku!”
Roześmiałam się jeszcze bardziej.
„Chcę Ci się podobać, Umiłowany!”
Patrzył… i ja patrzyłam. Oko w oko. A On… zanurzał mnie w Sobie, zatapiał. Coraz bardziej i bardziej. Przyciągał ku Sobie. Pochłaniał mnie. Miałam poczucie jakby mnie nie było… Tylko ON!
„Pragnę Cię, Promyku!”
„I ja Ciebie! Bardzo, bardzo! Słów brakuje…”
Przyciągał mnie bardziej i bardziej.
„Jesteś we MNIE, Moniko” – słyszałam w głębi serca.
Patrzyłam w Niego a On…
„Jesteś Moim Darem dla innych. Darem, Perełko. Kto Cię przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Ojca”.
To nie były słowa, raczej poruszenia serca, drgnienia, iskry, które układały się w słowa…
„Darem?! – zdumiałam się. Jak ja mogę być darem dla kogoś…
„Tak. Jesteś też Darem dla MNIE!”
Tego było już zbyt wiele dla mojego biednego, małego serca…
„Od kogo???!”
Patrzył czule, błogo.
„Pamiętasz opowieść o Wytwórcy pereł?”
„Tak…”
„Jesteś Darem Ojca dla Mnie!”
Uśmiechał się czule i przyciągał mnie ku Sobie jeszcze bardziej.
„Nie wiem co powiedzieć, Ukochany!”
„Nic nie mów, Perełko. Ciesz się!”
Cieszyłam się bardzo…
Po tej rozmowie pozostała ogromna, dojmująca tęsknota za Nim i dziwny ból w sercu…
Tęsknię za Nim, po prostu.