Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule, tkliwie… Ucałowałam Go.
„Umiłowany!”
„Promyczku!”
Uśmiechał się do mnie a ja do Niego.
„Przyszłam pobyć z Tobą. Posiedzieć u Twoich Stóp”.
„Posiedź! Tańczysz dziś”.
„Dziś nie bardzo, w miarę”.
„Bardziej duchowo niż fizycznie, prawda?”
„Duchowo bardziej niż w miarę!” – roześmiałam się serdecznie.
Uśmiechał się płomiennie… Patrzyłam, patrzyłam i patrzyłam…
Zapatrzyłam się w Umiłowanego.
„Boisz się Mnie, Promyczku?”
Zaskoczył mnie tym pytaniem, zdziwił.
„Nie!”
„Dlaczego?”
„Bo jesteś Miłością, nie boję się Miłości!”
„A co do Mnie czujesz?”
„Co czuję? – zamyśliłam się – ufność, zachwyt…”
Po chwili pomyślałam, że ufność to chyba nie uczucie… 🙂 Ale już milczałam. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta, Patrzył… dziwnie.
„Tak bardzo Mi ufasz”.
„Nie boję się Ciebie, siebie się boję!”
Patrzył… a ja mówiłam dalej:
„Boję się, że Ciebie zranię, zdradzę, upadnę…”
„Jeśli upadniesz to Cię podniosę, Promyczku!”
Patrzył… tkliwie.
„Nie lękaj się Perełko Moja kochana! Jestem z Tobą!”
Patrzyłam z uwielbieniem…
Kocham, więc nie muszę się bać! On mnie kocha!!!