Zmęczona po tańczącej nocy, obolała i wciąż tańcząca, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie przenikliwie, tkliwie, słodko.
„Umiłowany…”
„Perło Moja!”
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź”.
Zmęczona byłam. Milczałam. A On się do mnie uśmiechał. Ucałowałam Go i też się uśmiechałam, do Niego.
Patrzyłam i patrzyłam, w milczeniu. Patrzył we mnie przenikliwie i szeptał do mego serca:
„Potrzebuję Cię, Promyczku! Potrzebuję Twego serca, Twego cierpienia, Twego tańca!”
„To ja CIĘ potrzebuję!”
Patrzył słodko… promiennie.
„Potrzebuję Cię, Promyku!”
Dziękowałam…
„Pamiętasz o co prosiłaś Mnie rano?”
„Żebym była Twoim narzędziem!”
„Jesteś! Twoim tańcem prowadzę do Nieba nie tylko Ciebie, ale i innych. Jesteś Moim narzędziem. A im bardziej czujesz się bezsilna tym bardziej jesteś Moim narzędziem!”
Uwielbiałam Umiłowanego…
Patrzył promienny.
„Coraz częściej trudno mi się modlić. Sił brak….”
„Rozmyślaj o Mnie, Promyczku. Wystarczy”.
Uśmiechałam się do Jezusa. Patrzył jasno. Zanurzał mnie w Sobie, w Miłości…
„Jesteśmy złączeni, Promyczku. Jesteśmy złączeni więzami miłości i cierpienia!”
„Silne więzy!”
„Nierozerwalne!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…..
POTRZEBUJĘ CIĘ!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI