Dziś tańczę bardziej niż zwykle i w każdej chwili mogę przerwać pisanie notki. Mam nadzieję, że Ukochany pomoże mi napisać 🙂
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie. Ucałowałam Go.
„Ukochany!”
„Miła Moja”
Patrzyłam w Niego.Tańcząca Patrzył czule, łagodnie, promiennie.
„Wiesz…” – szepnęłam zmęczona.
„Wiem, Promyczku. Posiedź, odpocznij”.
Siedziałam więc i patrzyłam w Niego… A ON we mnie. Jaśniał. I ja byłam w Jego Świetle.
„Tańczę z Tobą, Promyczku!”
„Wiem, Ukochany!”
Rozmyślałam. „Idę za Tobą, dźwigam swój krzyż”. Jednak… coś było nie tak. Nie pasowało mi. Nie miałam sił dźwigać dziś mojego krzyża…
Ukochany patrzył… jak najczulszy Ojciec i Matka razem wzięci. I nagle…
„To… Ty mnie dziś niesiesz… prawda?”
„Niosę Cię w ramionach, Promyku!”
Ucałowałam Go znów i dziękowałam MU.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… długo.
Pan jest przy mnie jak potężny mocarz!