Wpatrywałam się w Ukochanego… Oddawałam Mu moje duchowe Dzieci i ich intencje. Codziennie Mu Je oddaję. Nad ranem układam bukiety Madonnie za moje Dzieci. Więc oddawałam Mu Je. Kiedy skończyłam, patrzyłam w Niego w milczeniu.
On patrzył we mnie…
„Jesteś dobra matką dla swoich Dzieci, Promyczku!”
„Dzięki Tobie! – ucałowałam Go serdecznie – Tylko dzięki Tobie!”
Patrzył promienny…
Prosiłam dalej. W pewnej intencji mojego Dziecka. Wcześniej, podczas malowania też prosiłam w tej intencji mojego Dziecka. W głębi serca słyszałam, że zostanę wysłuchana. Ja jednak prosiłam dalej…
„Jesteś dobrą matką, Promyku!”
Uśmiechnęłam się i prosiłam dalej. A On… patrzył i zanurzał mnie w sobie. Uśmiechnięta, pomyślałam o czymś.
„Powiedz o czym pomyślałaś, proszę”.
„Ty wiesz…”
„Proszę, Promyczku!” – uśmiechał się do mnie.
„Dobrze… Zawsze, kiedy tylko się obudzę, błogosławię moje Dzieci w Twoje Imię. W Imię Ojca i Syna i Ducha Św. Błogosławię….”
Patrzył we mnie tkliwie.
„Kiedy im błogosławisz – JA im błogosławię!”
Dziękowałam.
„Jesteś dobrą matką, Perełko!”
„Ty swoje, a ja swoje! – roześmiałam się serdecznie – wysłuchaj mnie, proszę!”’
„Już dawno Cię wysłuchałem!”
Wysłuchał! Rozpieszcza mnie bardzo…