Tańczę dziś bardziej niż zwykle, więc notka będzie krótka.
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we tym Swoim spojrzeniem… czułym i jasnym. Promiennym.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Dziękowałam Mu. Za co? Dziś Zły mnie może nie tyle kusił, ale wsysał mi w serce niepokój, udręczenie. Próbował. A kiedy próbował, ja uciekałam się do Ukochanego i Jego/mojej Mamy. Zły uciekał. A we mnie Jego pokój i radość.
„Zły nienawidzi Mamy, Promyczku”.
„Nienawidzi Jej piękna, czystości, miłości…”
„Najbardziej nienawidzi Jej pokory!”
Uśmiechnęłam się do Ukochanego… a On do mnie. Promieniał, jaśniał… zanurzał w Sobie.
Trwaliśmy długo, w milczeniu.
„I ciebie Zły nienawidzi, Promyku!”
„I dobrze! Ja Go też nienawidzę!”
Patrzył we mnie… dziwnie.
„Jesteś moim narzędziem, Perełko…”
Kiwałam z przekonaniem, że tak, że jestem Jego narzędziem.
„Pięknym narzędziem!” – usłyszałam w głębi serca.
Zawstydziłam się… Jednak On patrzył tak promiennie…