Weszłam… jednak tańczę (cierpię, to cierpienie przyjmuję i Bogu ofiarowuję) bardzo, bardzo intensywnie. Więc w każdej chwili mogę wyjść i opublikować niedokończoną notkę.
Ale spróbuję troszkę napisać.
Obudziłam się w nocy. Nie mogłam spać, tańczyłam. Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Odsunęłam kołdrę, żeby mógł usiąść…
„Jestem, Promyczku!”
Uśmiechnęłam się znów do Niego.
Tańczyliśmy…
Ucałowałam Go. Patrzył we mnie czule bardzo…
„Promyku!”
„Umiłowany! Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Po chwili dodałam:
„Ty siedzisz przy mnie w nocy, a ja przy Tobie teraz…”
Rozpromienił się.
„Jesteś ze Mną od nocy. Jesteś przy Mnie! Pocieszasz Mnie”.
Patrzyłam…
„Pocieszam?”
„Pocieszasz Mnie tańcem, Promyku”.
Otulał mnie Miłością….
Napisałam. Dzięki Niemu.