Wczoraj, po napisaniu notki poszłam trochę na podwórko. Tato przesadził mnie na wózek elektryczny, w ten sposób „poszłam” 🙂 . I sobie jeździłam układając raz po raz bukiety Madonnie. Patrzę, a mój bratanek Łaj idzie, dumny i zadowolony, trzymając w ręku doniczkę. A w tej doniczce… 🙂 No właśnie! To była jego duma i radość. Otóż kilka dni temu znalazł ziarenko słonecznika. Postanowił je wsadzić do doniczki. Pielęgnował je, podlewał, sypał jakieś igły z drzew „żeby lepiej rosło” 🙂
A teraz szedł z tą doniczką.
– Ciociu! Patrz! – podsunął mi pod nos doniczkę.
– Wow! Piękna! – pochwaliłam. Z doniczki wystawała łodyżka i dwa listki – A gdzie ty z tym idziesz?
– Do ogródka. Przesadzę do większej doniczki. Babcia mówi, że już można.
– Aha – uśmiechnęłam się.
I on poszedł do ogrodu, a ja jeździłam dalej po chodniku.
W oddali słyszałam jak mówił sam do siebie:
– Babcia miała świetny pomysł z tą łyżką!
Łyżką przesadzał sadzonkę słonecznika 🙂
Jeździłam dalej, układając bukieciki. Nagle… usłyszałam głośny płacz! Szloch! To płakał Łajek.
Podjechałam do niego.
– Co się stało…???!
– Zła… złamał się!!! – chlipał chłopczyk.
– Złamał???
Chciałam podjechać jeszcze bliżej niego. Nie zdążyłam, Łaj pobiegł do domu. Dogoniłam go przy ganku.
– Nie płacz… Posadzisz drugi… – chciałam go jakoś pocieszyć.
-Tak.. Ale to był mój pierwszy…! – łkał.
W tej sekundzie zrozumiałam własną głupotę! To był jego pierwszy słonecznik, jego pierwsze posadzone ziarenko. A ja mu o drugim!
– Chodź do mnie! – rozłożyłam ręce, ramiona.
Łaj wprost się we mnie rzucił! Wtulił się we mnie. Objęłam go.
– Kochany… – szeptałam głaszcząc go.
Tulił się długo. Potem poszedł do domu.
Za jakiś czas znów przyszedł. Okazało się, że roślinka nie jest całkiem złamana, nadłamana tylko.
Może odżyje… 🙂
„Tylko dziecko potrafi jeszcze płakać nad nadłamaną rośliną. Tylko dziecko. I ON!” – myślałam.
„Ocal we mnie dziecko!” – szepnęłam wpatrując się w Ukochanego.
„Jesteś dzieckiem, Promyczku!”
„No chyba nie bardzo…” – szepnęłam przypominając sobie moją pierwszą reakcję na płacz Łajka.
Patrzył we mnie czule bardzo…
„Wczoraj dziecko tuliło dziecko, Mój Promyku”.
Patrzyłam…