Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie i czule bardzo…
„Najdroższy, Ukochany!”
„Perło Moja!”
Ucałowałam Go.
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie!”
„Posiedź, Promyku! Cieszę się gdy przychodzisz!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„A ja cieszę się, że mogę przychodzić. Przychodzę do Ciebie z balastem codziennych spraw, problemów. Zrzucam je przed Tobą, Tobie oddaję”.
Patrzył… tkliwie.
„Noszę je z Tobą, Promyczku!”
Patrzył, a Jego spojrzenie mówiło: „Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. ”
„Tak! Twoje jarzmo jest słodkie i brzemię słodkie! Widzę to!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… długo.
„Wiesz, Panie Jezu, widziałam dziś wiewiórkę! Taka ruda! Aż czerwona. Skikała po drzewie!”
Patrzył uśmiechnięty.
„To Mój prezent dla Ciebie, Promyku!”
„Cudny prezent, Ukochany! Dziękuję!”
Po chwili spytałam:
„I kowalik i sikorki i dzięcioł to też prezenty od Ciebie, prawda?”
Uśmiechał się czule… 🙂
„Cieszę się, raduję gdy widzę jak się cieszysz, Promyczku, gdy je zobaczysz, gdy Ci je pokazuję!”
Roześmiałam się serdecznie.
BRZEMIĘ, JARZMO I PREZENTY
Category: (NIE) MOJE MYŚLI