Wpatrywałam się w Miłosiernego. Patrzył we mnie promiennie… i czule bardzo.
„Ukochany, Umiłowany… Najdroższy!”
„Córeczko, dziecko Moje!”
Ucałowałam Go i patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Jestem Twoim dzieckiem”.
Patrzył, a ja rozmyślałam…
„Mój obraz dziecka: bezbronne, bezradne, nieporadne, rozbrykane, niesforne, ufne i szczere… i małe”.
Patrzył… tkliwie.
„Taka do Mnie przychodzisz, Promyku!”
„Rozbrykana przede wszystkim!”
Uśmiechał się do mnie, i ja do Niego.
„Przychodzę do Ciebie… taka malutka i umorusana… wyciągam do Ciebie rączki i mówię: „Kocham Cię!!!”
„Podnoszę Cię, Promyczku, biorę w ramiona, całuję i tulę do Serca!”
„I dajesz mi wszystko. Tego doświadczam… ciągle!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Wzruszeni.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI