Nie będę opisywać rozmowy z Ukochanym. Tańczymy. Po prostu.
Na ścianie naprzeciwko mnie wisi kilka obrazów. Trzy ikony (a raczej podobne do ikon), podarowane mi lub kupione przeze mnie). Od kilku dni wisi obraz, który namalowałam (nawiasem mówiąc to jedyny namalowany przeze mnie obraz, który wisi w moim pokoju – szewc bez butów chodzi 🙂 ).
„Portret Ukrzyżowanego”.
Pisałam kiedyś już o nim. Ale…
Gdy na niego patrzę… Taki obraz Ukochanego, cierpiącego, boleściwego mam w swoim sercu. Taki Jego obraz, taki ON jest mi najbliższy. Cierpiący, zraniony, Miłosierny, czysty i piękny. Kochający taki… Najbliższy.
Z Jego oka spływa łza. Jedna łza. Tak namalowałam. Tą łzą jestem ja… Za mnie On płakał, za mnie cierpiał…
I kiedy patrzę na namalowany przeze mnie obraz, widzę Umiłowanego mojego w moim sercu.
Dziwne doświadczenie. Ale piękne.
<3
Kinga Oleg Prybyło liked this on Facebook.
Maria Bober liked this on Facebook.