Proszę wybaczyć jeśli przerwę pisanie notki i opublikuję nie w całości.
Noc. Leżę tańcząca bardzo. Madonna jest przy mnie. Siedzi na łóżku i się do mnie uśmiecha czule. Ja do Niej też próbuję się uśmiechnąć, ale nie mam sił. Leżę więc. Tańcząca.
„Chciałabym przytulić się do Ciebie… Mogę?”
MAMA uśmiecha się promiennie.
„A Ja, Motylku, pragnę Cię ucałować. Mogę?”
„Tak!”
MAMA pochyla się i całuje mnie…
Leżę szczęśliwa.
Chciałam układać dla Niej bukiety. Zaczęłam… i przerwałam. Nie miałam sił…
„Nie mam sił Ci usłużyć…”
Patrzyła we mnie tkliwie.
„Motylku, właśnie teraz, tańcząca, służysz Mi i Mojemu Synowi. Najpiękniej i najbardziej. Właśnie taka”.
Leżałam… z zamkniętymi oczami. Taniec nie pozwalał mi zasnąć. A może jednak troszkę mi się, nie wiem. W każdym razie widziałam siebie jak pomagam budować kościół. Nosiłam jakieś ciężary, kamienie. Nie wiem czy to był sen, czy nie.
Dziś przyszedł ks proboszcz. Chodził z Panem Jezusem do chorych przed Świętami.
Przyjęłam Ukochanego do serca. A potem Madonna uwielbiała Go. We mnie. I ze mną.
<3
Monika Janc liked this on Facebook.
Basia Żelechowska liked this on Facebook.
Maria Bober liked this on Facebook.