Krótko.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Spojrzenie z Krzyża.
„Cierpisz, Promyczku!”
„Nie! -uśmiechnęłam się- Tańczę w Tobie!”
Zanurzał mnie w Sobie…
„Cierpisz Ukochany!”
„Nie! Tańczę w Tobie!”
Krótko.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Spojrzenie z Krzyża.
„Cierpisz, Promyczku!”
„Nie! -uśmiechnęłam się- Tańczę w Tobie!”
Zanurzał mnie w Sobie…
„Cierpisz Ukochany!”
„Nie! Tańczę w Tobie!”
Tańczę bardzo dla Ukochanego, dla Umiłowanego mojego. On wie jak bardzo…
A dziś siedziałam przed Nim i uwielbiałam Go. Przepraszam, nie będę opisywać. Nie mam sił.
On wie.
Wciąż tuli,
A ja… pragnę, żeby mnie tulił. Do swego Zranionego Serca. Im bardziej mnie tuli, tym bardziej pragnę, żeby mnie tulił. Przytulał. Pragnę….
Pragnę mojego Ukochanego. Pragnę trwać w Nim. Trwać w Jego Obecności, w Jego Miłości. I pragnę Go kochać! Bardziej i bardziej…
Patrzył dziś we mnie czule bardzo…
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
„Trwasz we Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Niego. A On tulił mnie do Serca…
Rano, kiedy układałam bukieciki Madonnie, zobaczyłam obraz. Bardzo piękny… Ukochany tulił mnie do swego Serca. Mocno, bardzo mocno. Czule bardzo… I choć to przytulenie sprawiało ból Zranionemu Sercu, ON jednak mnie tulił, wciąż mocniej, mocniej… i czulej…
Jak bardzo mnie KOCHA!!!
Siedziałam przed Ukochanym. Przy Ukochanym. A On przy mnie.
Patrzyłam Mu w oczy. I wiedziałam. Wiedziałam, że jestem dla Niego najważniejsza, jedyna. Że dla Niego nic poza mną nie istnieje…. A dla mnie nie istniało nic poza Nim. Nic.
Trwałam w adoracji, w uwielbieniu…
Tulił mnie do Serca. Wciąż tuli.
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża… pełnym miłości i czułości.
„Ukochany!”
„Perło Moja najmilsza!”
Patrzył… promienie i ja patrzyłam uśmiechnięta. On, jasny, świetlisty, a ja w Jego świetle, w Jego jasności. Szczęśliwa! Jak bardzo szczęśliwa!
„Jak dobrze mi z Tobą, Ukochany! Z Tobą zawsze dobrze…”
„Tańczysz bardzo, Mój Promyczku”.
Skinęłam potakująco głową.
„Ale dajesz radę”.
„Tylko dzięki Tobie!”- szepnęłam całując Go.
Patrzył…
„Jak mogę Ci usłużyć, Ukochany?”- spytałam.
„Służysz Mi od rana, Płomyku. Pięknie Mi służysz”.
Patrzył…
„Jak dobrze mi z Tobą, Ukochany!”
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie… bardzo.
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź, przy Mnie”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
W tym czasie w Krakowie trwała Msza o uzdrowienie mojego Duchowego Dziecka. Tańczyłam w Jego intencji.
Ale mam Fana moich obrazów! 😀
Rano:
– Cześć ciociu!
-Cześć!
– Przyszedłem Zobaczyć jak ci idzie.
Malowałam a Mikołajek patrzył i patrzył…
– Wow, ciociu!! Tak jak Ty malujesz buzią to ja rękoma nie potrafię!!!
Uśmiechnęłam się do niego.
– Super!!!
– Dzięki!
– A ile czasu malujesz taki jeden obraz?
– Około miesiąca.
Podszedł do obrazu „Moją modlitwa”, który sechł na komodzie.
– A ten jaki… Najładniejszy!!!
Potem popatrzył na Portret Ukochanego.
– A tego Pana Jezusa też ty namalowałaś, prawda?
– Tak.
– MK!!!
Zaczęliśmy oboje się śmiać. Mieliśmy takie same inicjały.
Mikołaj szepnął mi do ucha:
– Coraz ładniejsze obrazy malujesz, ciociu!
-Dzięki!
Bratanek wyszedł, a ja uśmiechnięta malowałam…
A przed Ukochanym sobie siedziałam. Trwałam w Jego Obecności, w Jego Świetle, w Jego Miłości… Uwielbiam to… trwanie w Nim. Tylko On i ja. Szczęście! Niebo już tu, na ziemi!
On i ja…
Krótko.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża… Tańczyliśmy.
„Chciałbym u Ciebie Promyku odpocząć, mogę?”
„Odpocznij Panie, nawet nie pytaj… Twoja jestem. nie pytaj. Cieszę się, że chcesz w moim małym, biednym sercu odpocząć. Wielka radość!”
Patrzył czule.
„A zawsze mogę?”
„Tak!!!”
Dziś moje duchowe dzieciątko kończy trzeci miesiąc życia,
Rano kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, rozmyślałam o obrazie tańca, który zaczęłam malować. I o Ranie Ukochanego… W pierwszej chwili chciałam namalować Hostię, która by Ją zakrywała. Jednak… Chcę, żeby ten obraz nie był taki oczywisty. Żeby oglądający, widz nie od razu wiedział o co chodzi. By w obrazie była tajemnica… Rozmyślałam…
Moją ofiarę cierpienia namaluję jako perły. Więc Jego…
Patrzył we mnie czule bardzo….
„Jedna, wielka cenna Perła, o(d)słaniająca TO, co najcenniejsze. Wnętrze Twego Serca”.
Patrzył a ja uśmiechnęłam się do Niego i szepnęłam:
„Dzięki za natchnienie!”
„Otworzyłaś się na nie”.
Zamyśliłam się…
„To Ty mnie otwierasz. Otwierasz jak wnętrze Swej Rany. I już nie pozwolę się zamknąć!”
Patrzył we mnie tkliwie…
„Piękna MOJA!”
„Mój najsłodszy, najcudowniejszy!”
Trwam przy JEGO Sercu…
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie czule bardzo… Ucałowałam Go i spytałam:
„Jak mogę Ci usłużyć?”
„Opowiedz Mi o szkicu, o obrazie tańca, Promyku”.
„O obrazie? Przecież go znasz”.
„To nic, opowiedz”.
Uśmiechał się do mnie.
„No, skoro chcesz, ok”.
Zaczęłam opowiadać.
„To właściwie dwa obrazy w jednym. Jeden to baletnica tańcząca na pięciolinie, Jest klucz wiolinowy, nuty. Perły, ofiara cierpienia (będą tańczyć po całym obrazie). Pięciolinia to jednocześnie droga do Ciebie, nie domalowałam jeszcze. Drugi obraz to Twoje Serce, i ja w Nim. Obok Rany, która jest jednocześnie słońcem zaćmionym zakrytym przez… Hostię….”
Patrzył we mnie promienny.
„Tańczę z Sercem i jestem w Nim. Tulisz mnie do Rany… Często mówisz, że mnie tulisz, więc namalowałam…”
„Teraz też Cię tulę, Promyczku!”
„Teraz też…”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego…
