Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Umiłowany pochylal się nade mną. Jedną dłonią gładzil moje czoło i włosy, a drugą trzymał w moich rękach. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża, czule bardzo. W Jego oczach widziałam miłość troskę i współczucie, że mnie boli, że cierpię. Chciałam Go pocieszyć.
“Dla Ciebie tańczę, Ukochany mój Jezu. Za moje Duchowe Dzieciaki” – szepnęłam uśmiechając się do Niego. Patrzył we mnie… W JEGO oczach ujrzalam dwa krzyże stojące naprzeciw siebie. Na jednym krzyżu wisiał mój Ukochany, na drugim…ja. Krzyże zbliżały się do siebie. Coraz bardziej i bardziej. Aż zbliżyły się do siebie całkowicie. Uscinely się wzajemnie.
“Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. “
Słowa te były niczym wiatr. Wirowaly. Wirowaly wokół mojego łóżka i wokół krzyży. Ukochany wciąż patrzył we mnie z niezwykłą, bezgraniczna MIŁOŚCIĄ…
Ujrzalam drogę. Szłam po niej z Umiłowanym moim. Trzymał mnie za rękę. Uśmiechnięty, promienny, szczęśliwy. Ja też szczęśliwa bardzo, śmiałam się w głos. Ubrana byłam w białą sukienkę w kwiaty. Na horyzoncie świeciło wielkie, ogromne Słońce. Jego blask okrywal całe Niebo. Chłodny wietrzyk rozwiewal mi włosy. Szliśmy razem. Umiłowany prowadził mnie. Oboje wiedzieliśmy dokąd mnie prowadzi. Do DOMU.
W MIŁOŚCI, DO DOMU
Category: (NIE) MOJE MYŚLI