Zmęczona bardzo jestem, więc proszę wybaczyć jeśli będę pisała chaotycznie.
W nocy leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany był ze mną, pochylony, przy moim łóżku. Patrzył we mnie z ogromną czułością i współczuciem… Był poważny, żeby nie powiedzieć smutny.
“Ukochany… ja dla Ciebie”.
“Wiem, Promyczku”.
“Chcę Cię uszczęśliwić, usłużyć Ci”.
“Uszczesliwiasz Mnie bardzo i słuysz Mi, Perełko”.
Patrzyłam w oczy Ukochanemu i On patrzył w moje. Był blisko, bardzo blisko mnie.
“To dlaczego… dlaczego jesteś smutny…?”
Ukochany spojrzał we z bezbrzeżna miłością.
“Bo cierpisz, Mój Promyczku”.
“Ty cierpiałeś za mnie tysiąckroć bardziej…- szepnęłam. I chciałam powiedzieć, że kiedy pomyślę jak On strasznie cierpiał za mnie to serce mnie boli. Ale z Jego cierpienia wyrosło wielkie Dobro, moje Zbawienie. I ja pragnę, żeby, jeśli to możliwe, moje małe cierpienia przyniosły choć trochę dobra. Że chcę iść za Nim, naśladować Go. To wszystko chciałam Mu powiedzieć. Ale nie miałam siły. Wzięłam więc Jego dłoni i przytuliłam do policzka i szepnęłam:
“Dzięki Twojemu cierpieniu, moje cierpienie ma Sens”.
Ukochany przytuli się do mnie i rozpromienil się nade mną. Tak trwalismy. Bez słów. Miłość słów nie potrzebuje.