Byłam w Ogrodzie, w Kąciku Różanym. Na ławeczce siedziałam, obok Ukochanego. Ukochany trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie z bezgraniczną miłością…
Uwielbiałam Go i dziekowalam Mu za Jego Obecność, bliskość i Miłość. Dziękowałam, dziękowalam… Ukochany uśmiechał się do mnie czule. “Niewielu dziękuje za Moją miłość i obecność i niewielu pragnie Mojej bliskości…- w Jego głosie słyszałam smutek.
“Pragnę… być coraz bliżej i bliżej Ciebie”.
Znalazłam się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Ciemniejszym niż noc. Nie było w nim ani najmniejszej iskierki światła. Nagle otworzyły się, jak się później okazało, drzwi i do pomieszczenia wtargnął, wlał się potężny strumień światła. Potężny. Podeszłam do niego. Jasność wielka, ciepła i przyjazna. Jakby zapraszała żebym w nią weszła. Weszłam. Jasność od razu mnie ogarnęła, otuliła. Doświadczenie ogromnej, potężnej jak To światło Miłości i bezpieczeństwa i szczęścia całą mnie ogarnęło. Szłam przed siebie, w pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem ani dokąd idę. W miarę jednak jak szłam, oczy przyzwyczajały się do jasności. Ze zdumieniem odkryłam że znajduję się w… Ogrodzie mojego serca!! Stałam przed ławeczka na której siedział Umiłowany. Uśmiechał się do mnie promiennie i gestem dłoni zapraszał, żebym usiadł obok Niego.
“Tyle tu światła…”
“Będąc blisko Mnie, żyjesz w NIM, Promyczku”.
Ta notka powstała tylko dzięki Umiłowanemu. Rozłożona jestem przez chorobę i do pisania nie mam głowy.
TYLKO dzięki Ukochanemu!