Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie. Ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Umiłowany patrzył we mnie promiennie, słodko. Tkliwie i czule. Brak słów żeby opisać tę tkliwość, czułość i słodycz… Patrzyłam Mu w oczy z miłością i zachwytem. Ukleklam przed Nim i wyszeptałam:
„Mam do Ciebie Ukochany… prośbę… Czy mogę Cię o coś prosić?”
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie i szepnął z czułością:
„O wszystko, Perełko Moja. O wszystko!”
„Skoro nie mogę, nie potrafię Ci zabronić być moim… psem… To Ty pozwól mi być Twoim. Twoim psem. Pozwól mi, proszę…!”
Ukochany ukląkł przede mną. Oczy Mu błyszczały, iskrzyły, płonęły… Klęczał przede mną, trzymając moją twarz w Swoich dłoniach. Szeptałam:
„Pozwól mi… proszę. Nie chcę chcę nad Tobą panować, tylko Ci służyć, usługiwac Ci. Uszczęśliwiać Cię Jezu! Nie chcę Ci rozkazywać, tylko Cię prosić, błagać Cię.. żebrać, jeśli trzeba. Byłe… Nie wiem jak to powiedzieć, ale Ty wiesz…. Nie chcę Cię poniżać. W Twoim Królestwie panuje Miłość, a nie władza. A ten Ogród, Ukochany, to Twoje Królestwo… Jeśli więc nie mogę Ci zabronić… Pozwól mi… proszę. Chyba że chcesz rozedrzeć, rozerwać mi serce! Ale to Twoja woła!”
Skończyłam, wyczerpana. Patrzyłam Umiłowanemu w oczy. Czekałam na Jego odpowiedź. Ukochany milczal, wciąż trzymając moją twarz w obu dłoniach. Patrzył we mnie roztkliwiony, zdawało się, że zaraz się rozpłacze, a ja razem z Nim.
Umiłowany mój położył głowę na moim ramieniu. Wtulil się we mnie.
I powiedział niedosłyszalnym prawie głosem, właściwie nie wiem czy był to szept, czy odgłos bicia Jego SERCA. W każdym razie usłyszałam:
„Pragnę…”
Wiedziałam, tzn domyślałam się, ze nie chodzi Mu o moją prośbę. A raczej nie tylko o nią. Chodziło Mu o mnie…
„Pragnę!” – odpowiedziałam całym sercem.
I zaczęliśmy tańczyć! Był to taniec szalonej miłości, radości i szczęścia!!! Nie potrafię go opisać!! Nie będę nawet próbować. Umiłowany mój był bardzo, bardzo blisko, bliskość bliskości… Tak… Bliskość bliskosci. Najbliższa bliskość jaką do tej pory znałam, jaką doświadczylam. Tańczyliśmy i tańczyliśmy. W pewnej chwili powiedziałam sercem:
„Czy mogę…? Pragnę…!”
I natychmiast wystraszyłam się swego pragnienia… Wydało mi się ono zbyt wielkie i zbyt piękne.
Ale Umiłowany mój rozpromieniony zapytał:
„Nie bój się swoich pragnień, Perełko. Pragnij!!! Czego pragniesz? Powiedz Mi, proszę!”
„Pragnę… przytulić Cię Jezu do swojego serca. Ty mnie tulisz. I ja pragnę Ciebie tulić. Mogę…?”
Ukochany patrzył mi w oczy z miłością bezbrzeżną…
„To było Moje pragnienie od początku, Perełko! Tak bardzo chcialem żebys i Ty tego zapragnęła…”
„Pragnę…”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja tuliłam Go do swego serca. Z miłością, czułością i zachwytem… Byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd!!
KROLESTWO. MIŁOŚCI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI