Byłam na Dnie mojego serca, w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. I patrzyłamw Ukochanego z wdzięcznością, uwielbieniem i zachwytem… z miłością w Niego patrzyłam. A Umiłowany patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem.
“Więc wystarczy Ci otworzyć drzwi Dna serca, a Ty takie cudowności czynisz….”- szepnęłam pokazując na Ogród Sercowy,
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
“Wystarczy że Mnie wpuścić i pozwolić Mi działać!”
“Ja Ci pozwalam…”- szepnęłam nieśmiało.
“Pozwalasz, Perełko. Jak widzisz!” – Ukochany uśmiechnął się i też pokazał na Ogród.
Rozumialiśmy się oboje radosnie, serdecznie…
Uklękłam przed Umiłowanym a On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem zapytał:
Zatańczymy, Perełko?”
“Tak Ukochany!”
Zaczelismy tańczyć. Umilowany tulil mnie mocno do Siebie, bardzo mocno mnie tulił. I patrzył we mnie… ale jak patrzył! Miłość, światło, promienność, pioruny ognia, a jednocześnie delikatność wielka, łagodność cichość i oddanie. Wszystko to było w tym Jego Spojrzeniu…
“Wszystko to stworzyłem dla Mojej Pięknej! Dla Ciebie Mojej Perełki, Piękności Mojej!!!” – szepnął do mnie promiennie. Oczy Mu błyszczały zachwytem iskrzyły zachwytem, płonęły zachwytem!! Zachwytem… nade mną… Spuściłam głowę… onieśmielona tym Spojrzeniem, zalękniona. ale bardzo, bardzo szczęśliwa…! Moje biedne serce wyrywało się do Umiłowanego… Stałam przed Nim ze spuszczoną głową. Ukochany delikatnie dotknął mojej brody i uniósł moją głowę. Znów patrzyłam w iskrzące Miłością i zachwytem oczy Ukochanego… A On ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Raz, drugi, trzeci… całował…
Tańczyliśmy, a Ukochany wciąż obsypywał mnie pocałunkami i szeptał mi do serca:
„Dla Mojej Piękności, dla Perełki Mojej cierpiałem, na Krzyżu umarłem i zmartwychwstałem dla Niej! Aby mogła zawsze Żyć ze Mną. Być Tam gdzie JA JESTEM!!! Dla Mej Pięknej Perełki!”
Nie muszę chyba mówić, że słowa te powaliły mnie na ziemię! Dosłownie! Runęłam do stóp Umiłowanego i dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam… obezwładniona Miłością… Umiłowany podniósł mnie, przytulił do SERCA. I wciąż obsypywał mnie pocałunkami, szepcząc mi do serca:
„Piękności Ty Moja! Piękności Ty Moja! Piękności Ty Moja!”
Serce mi płonęło Jego Miłością.
Wciąż płonie…
DLA PIĘKNOŚCI…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI