Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. W naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulil mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i radością.
„Dziękuję Umiłowany!!!”
Ukochany ucałował mnie w czoło. I powiedział:
„Dumny jestem z Ciebie Perełko! Mam coś dla Ciebie!”
Wstał z kwiatowej kanapy i wyniosł mnie przed altankę. Posadzil na trawniku, i Sam usiadł obok mnie. Spojrzał do do góry, ja też spojrzałam… Na niebie malowała się przecudna kolorowa tęcza.
„Jaka piękna!!!”- zawołałam zachwycona – dziękuję!!!””
Ukochany patrzył we mnie z czułością ogromną.
„Wczoraj wybralas Moje SERCE, Perełko.”
„Tak! Pragnę żeby moje serce upodabniało się do Twojego!”
„A Moje SERCE ma Ranę. Boli. I Twe serce…”
„Też.”
„A co Cię zabolało najbardziej?”” — zapytał Umiłowany z tkliwościa.
„Twierdzenie że to jest „erotyka’. A kiedy powiedziałam że ja nigdy tak o naszych spotkaniach tak nie pomyślałam. I że serce mnie boli gdy takie coś słyszę. Odpowiedz była taka: „serce to tylko mięsień i bóli tylko przy zawale”… Zabolało mnie to.”
„Serce bóli” – szeptał Ukochany patrząc mi w oczy.
„Wiem… ”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z czułością. Objełam Go za ramiona. I położyłam Go na trawie. Poddawał mi się jak… Dziecko. Położyłam więc Go na trawie a sama pochylilam się nad Nim. I patrząc w Jego oczy, szeptałam’:
„Jak powiedziałeś, wczoraj wybrałam Twoje SERCE. I pragnę swoje serce upodobnić do SERCA Twego. Twoje SERCE Cię boli, Jest zranione. To dlaczego moje ma nie być? A że boli? To nic. Ciebie boli, bardziej…”
Umiłowany patrzył mi prosto w serce. Objął mnie i pocałował. I ja Go pocałowałam. Potem położyłam się na trawie, obok Niego. Patrzyliśmy na tęcze.
„Piękna! -.szepnelsm uśmiechnięta – szkoda że zaraz zniknie.”
Ukochany oparł się na ramieniu. Uśmiechal się do mnie promiennie.
„Nie zniknie jeśli zechcesz! Proszę przyjmij ten dar ode Mnie Perełko Moja! Proszę!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Co prawda pragnę Ciebie. Tylko Ciebie. Ale skoro tak mnie prosisz…”
„Proszę!!!”
„Niech zostanie!”
Umiłowany promienieial. Ja też.
Patrząc mi w oczy szepnął nagle:
„Pan Bóg Cię prosi!”
Milczenie, sekunda lub dwie. A potem wybuch jasnego, czystego, radosnego śmiechu. Perlistego, wyzwalającego i oczyszczającego śmiechu!!! Ukochany się śmiał!!! Ja się śmiałam!!! Cały Ogród Sercowy się śmiał!!! Jasno, słoneczne, kwieciście!!!
Potem Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I dalej patrzyliśmy na tęcze.
SERCE, TĘCZA I ŚMIECH
Category: (NIE) MOJE MYŚLI