Balujaca bardzo.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym ze moim Skarbem Najdroższym byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie promienny bardzo! Uśmiechał się do mnie świetliście.
„Pocieszylas Mnie bardzo Perełko! Poszłaś na całość!”
Roześmialam się serdecznie.
„Mówisz jak wczoraj ksiądz proboszcz!” – szepnęłam całując Ukochanego.
Wczoraj ksiądz proboszcz przyniósł mi Umiłowanego. Nakarmil mnie Jego Ciałem. I poprosiłam go żeby poświęcił figurę Jezusa, którą kupiłam parę dni temu. Poświęcił. I powiedział:
– Wielka figura! Ale poszłaś na całość!
– A co! Na całość! – zaśmiałam się.
– Pięknie. Bardzo pięknie! – powiedział proboszcz uśmiechając się do mnie.
Patrzyłam w Umiłowanego. I On patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem.
„Bo proboszcz ma rację, Perełko!” – szepnął Umiłowany wprost do serca mojego.
„Ze Twoja figura jest wielka?”
„Ze bardzo Mnie kochasz, Perło!”
Ukochany mój promienieial niezwykłą światłościa… Patrzyłam w Niego zachwycona.
„Tak, kocham Cię. Ale to Ty pierwszy poszedłeś na całość w Miłości do mnie. Ja się tylko uczę od Ciebie Umiłowany!”
A po chwili dodałam:
„A Twoja figura jest odzwierciedleniem tego co robisz w moim sercu. Czynisz wielkie rzeczy to i figurka wielka! To Twoja „wina”!” – śmiejąc się dałam Ukochanemu delikatnego pstryczka w nos. Zeskoczyłam z Jego kolan. I głośno się śmiejąc, zaczęłam uciekać! Wybiegłam przed altanką. Umiłowany śmiejąc się radośnie wybiegł za mną.
„Moja wina? Moja wina, Perełko?!” – wołał Ukochany radosny cały.
„Twoja! Twoja, Umiłowany!” – śmiałam się.
Ukochany wiedział że ja żartuje. A ja bardzo się cieszyłam że nie jest już smutny.
Więc uciekałam śmiejąc się wesoło. A Ukochany gonił mnie. Dogonił mnie przy studni. Objął mnie i obrócił mnie do Siebie. Stałam przed Nim uśmiechnięta. Promienieial.
„Moja wina, Perełko?– zaśmiał się perliscie.
„Two…” – urwałam bo nie mogłam dokończyć. Umiłowany przerwał mi pocałunkami. Całował mnie, jak Oblubieniec całuje oblubienicę. Wziął mnie na ręce i usiadł na trawie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I całowal i całowal mnie mój Umiłowany.
„Za Tobą Ukochany trzeba iść na całość, albo wcale! Ja wybrałam na całość!”
Umiłowany mój wciaz obsypywal mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków!
