Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Uśmiechał się do mnie cudnie i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ukochany… Chciałabym. Pragnę!”
„I Ja pragnę, Perełko. Chodzmy!”
„Tak!”
Umiłowany wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I w jednej chwili już tańczyliśmy w wodospadzie Miłości. Woda spływala na nas z pluskiem. Umiłowany mój objął mnie i przytulił do Siebie. Mocno tulil mnie mocno. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Cała swoją istotą. Wtulona w Umiłowanego tańczyłam bardzo. Cała JEGO, a On cały dla mnie… Długo tak tańczyliśmy we wzajemnym oddaniu. W końcu Ukochany mój wziął mnie na ręce, podniósł do góry i zawirowal wokół wesoło! Potem znów postawil w wodospadzie. Patrzył we mnie promienie bardzo. Ukleklam przed Nim, a On uklęknal przede mną. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam i… znow znalazłam się na wielkiej łące. Wielkiej i rozległej. Od horyzontu po horyzont. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych, barwnych. Zaczęłam tańczyć. Ukochanego nie było. Nie widzialam Go przynajmniej. Słońce świecilo jasno, wiał delikatny wiaterek. A ja tańczyłam wśród kwiatów. Nagle w kwiatach zobaczyłam leżącego baranka. Malutkiego, bielutkiego. Patrzył na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Kucnelam i zawołałam go. Przybiegl do mnie od razu. I od razu… polizal mnie po twarzy. Roześmiałam się radośnie. Zaczęłam głaskać. Baranek nie uciekal. Przeciwnie. Zachowywal się tak jakby mnie od dawna znał. Spojrzałam mu w oczy i… znałam te oczy to Spojrzenie. Spojrzałam jeszcze raz i już wiedziałam!
„Ukochany!”
Baranek patrzył we mnie. Nagle zakręcil się w kółko z radością i zaczął biec. Uciekać mi zaczął wśród kwiatów! Pobiegłam za Nim. Baranek biegł i co jakiś czas przystawal, odwracal główkę, patrzył czy biegnę za Nim. I dalej biegł. Coraz szybciej. I ja za Nim bieglam. Byłam pewna że dokądś mnie prowadzi. Biegłam szybko, aż się zdyszalam, zmęczylam. Baranek był daleko ode mnie. Widziałam w oddalił Jego białe futerko. Ale juz nie biegł. Stał i czekał na mnie. Biegłam szybko i po jakimś czasie dobiegłam do Niego. Stanęłam, spojrzałam na Baranka, a potem przed siebie. I to co zobaczyłam zaparlo mi dech w piersiach… Stałam na końcu łąki. Urywala się nagle. Przepaść. Staliśmy nad przepaścią. W dole rozposcierala się równina porośnięta trawą. A w oddalił była wielka, skalista góra. Potężna. Jej szczyt ginal w chmurach. Kiedy tylko zobaczyłam te górę, wiedziałem że muszę ją zdobyć. Góra przyciągala mnie i pociągala. Musiałam. Ale jak sie tam dostać? Popatrzyłam na Baranka. I usłyszałam w sercu:
„Skacz, Perełko! Przecież umiesz latac!”
Niewiele myśląc, skoczyłam w przepaść! Najpierw zaczęłam spadac, ale zaraz chwyciłam „wiatr w zagle” i leciałam. Leciałam i lecialam ponad zieloną równiną… Aż w końcu wylądowałam u podnóża wielkiej góry. Baranek od razu znalazł sie obok mnie. Przede mną była sciana skalna, a jej szczyt niknął w chmurach. Na dole leżało kilka mniejszych skał. Stałam i zastanawiałam się co dalej. Przecież nie wejde na tę górę. Nie ma takiej opcji nawet… Jednak wiedziałam, że muszę ją zdobyć! Ciągnęło mnie… I kiedy tak stałam bezradna, Baranek nagle wskoczył na jedną z mniejszych skał i zastukał w nią kopytkiem. Przykucnęłam, a On przybiegł do mnie. Spojrzałam Mu w oczy i znów byłam w wodospadzie. Klęczałam przed Umiłowanym a On trzymał moją twarz w obu dloniach i usmiechał sie do mnie promiennie.
„Nie zdobędę tej gory… nie wejdę na nią”- szepnełam.
„Zdobędziesz. Kto powiedział, że zeby ją zdobyć, trzeba na nią wejsc?”
„To znaczy…? jak..? – otworzylam szeroko oczy ze zdziwienia.
„Pokazałem Ci, Perło – Ukochany usmiechał sie – Tymczasem Malenka chodz odpocznij, bo zmęczona jesteś!”
„Gonieniem za Tobą!”- roześmialiśmy sie oboje.
Ukochany zaniósł mnie do altanki i polozył na kwiatowej kanapie. Odpoczywałam. On lezał na sercu moim. Uśmiechal się do mnie cudownie.
Rozmyślałam…
„Baranek zastukał kopytkiem w skalę… Co to znaczy….? Zaraz, zaraz… Ukochany jak kiedyś, pierwszy raz zszedł na Dno mego serca to stał przed zamkniętymi drzwiami i… Nie!!! Czyżby…? Czyzby to było az tak proste??! Tak dziecinnie proste?!”
Spojrzałam w Ukochanego pytająco.
„Przekonasz się niedługo, Moja Perło’ – powiedzial z rozbrajającym uśmiechem.
Odpoczywałam…
BARANEK I GÓRA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI