Weszłam do Ogrodu Sercowego. I od razu zdumienie! W Ogrodzie panowała nie tyle ciemność, co półmrok. I mgła… Jakby gęste, szare mleko. Otaczalo mnie. Nie widzielam dokąd mam iść. Tzn wiedziałam że chcę iść do naszej altanki, do Najdroższego mojego. Ale nie wiedziałam w którą stronę do Niego iść. Stałam i rozglądalam się na wszystkie strony. Aż w końcu w oddalił, jakby u góry, zobaczylam nikłe, blade światełko. Postanowiłam pójść w tamtą stronę, w stronę światełka. Szłam długo, niekiedy zdawało mi się, że frune, że lecę do góry, czasem nawet ze się wspinam. Coraz wyżej i wyżej. Światło było coraz jaśniejsze i silniejsze. Szłam, leciałam do niego. Aż wreszcie stanęłam przed altanka. A raczej tym co nią do tej pory było. Stałam zdumiona niezmiernie. Ledwo poznałam naszą dawną altanke. Po pierwsze nie miała ona ścian zewnętrznych. I gdy się stało na zewnątrz, widziało się wszystko co było w środku. Krzak białej róży tworzyl dwie ściany altanki, delikatne i ażurowe. Przez nie było wszystko widać. Resztę ścian tworzyly firanki. Nie, to nie były firany takie jak są w oknach. Były wykonane z prawie przezroczystego materiału. Przypominaly mi woal. Woalke na twarz. Były bardzo delikatne, zwiewne i unosily się przy najmniejszym podmuchu powietrza. Altanka nie miała też drzwi. Wystarczyło uchylić firanke, by wejść do środka. Uchyliłam i weszłam… Kolejne zdumienie… Altanka była pełna światła, blasku i bardzo była obszerna. Na podłodze leżał piękny dywan z kwiatów. Mięciutki i kolorowy… Stąpalam po nim jak po chmurze lub śniegu. Taki był delikatny. Umiłowanego mojego nie było w altance. Pomyślałam że pewnie zaraz przyjdzie. Rozglądalam się po altance. Po prawej stronie w powietrzu wisiał wielki drewniany Krzyż. Po prostu wisiał w powietrzu… Po lewej stronie stała kwiatowa kanapa. Usiadłam na niej zmeczona. Patrzyłam na Krzyż… Był mi bliski bardzo. Potem znowu rozejrzalam się wokoło. Na kwiatowym dywanie leżały poduszki ze stokrotek. A w rogu stał duży dzban. Pochylilam głowę i dopiero teraz zobaczyłam że obok mnie, na kanapie leżała piękna suknia. Biała a jednocześnie bardzo kolorowa. Jak to możliwe? Nie wiem… Pisze jak bylo. Przymierzylam.
„Pasuje. Pewnie to dla mnie – pomyślałam – ubiore. Umiłowany przyjdzie to się ucieszy.”
Zdjelam swoje ubranie. Nałożyłam suknie. Była dla mnie jak ulał. Siedzialam na kwiatowej kanapie i czekałam na Ukochanego. Nie wiem ile czasu czekalam. Patrzyłam na Krzyż i nie służyło mi się. Nagle firanka się uchylila i wszedł do altanki Umiłowany mój! W rękach trzymał wielki bukiet kwiatów. Włożył go do dzbana. Stał przede mną jaśniejacy, promienny niezwykle.
„Jesteś, Perełko Moja!”
Nie wyglądał jednak na bardzo zdziwionego, że mnie tu widzi, że tu dotarłam. Jakby to dla NIEGO było oczywiste, że tu jestem. Jednocześnie widziałam, że bardzo się cieszy, że mnie tu widzi! Ja rzuciłam Mu się na szyję!!!
„Jestem Najdroższy!”
Zaśmiał się perliscie! Chwycił mnie w objęcia i podrzucil do góry.
„Suknie nałożyłas! Cudnie w niej wyglądasz!!! Cudnie!!!”
Wirowal wokoło, ciesząc się bardzo! I ja się cieszylam!
Ukochany przytulił mnie do SERCA i usiadł na kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i uśmiechał się do mnie promiennie. Patrzyłam w Umiłowanego. I uśmiechalam się do Niego radośnie.
” Dotarłas tu! Wiedziałem że dasz radę. Przecież umiesz już latać!”
„A więc naprawdę leciałam?! Tak mi się wydawało że lecę!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo… Patrzyłam w Niego. Wydawał się Inny. Ten sam, ale inny.
„No i jak Ci się podoba nasza altanka?” – spytal wciąż uśmiechając się tajemniczo.
„Jest inna…” – uśmiecham się do Niego. Brakowało mi słów – dziwna… ”
” Bo Ty jesteś inna, Maleńka!”
Cieszył się widać z tego. A ja czułam się dziwnie. Inaczej. Nie wiem jak to opisać, bo słów mi brakuje. Obco?! Nie!!! Z Najdroższym moim nigdy nie czułam się obco. Czułam się inaczej. Tak. To odpowiednie słowo. Inaczej.
” A Ogrodu już nie ma?”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Znów tajemniczo się uśmiechał.
„Jest. Ale inny.”
Inny. Wszystko jest inne.
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. A ON szeptal do mojego serca:
„Tak, Perełko Moja. Wszystko jest Inne. A z tamtego Ogrodu zostały te kwiaty – wskazal dłonią na kwiaty w dzbanie – i To!”
Wskazal na…
„Krzyż??!!”
Skinął głową w milczeniu.
„Krzyż…. Z naszego drzewa??!!”
“Tak, z naszego drzewa. Już nie będziemy musieli chodzić pod Krzyż. Zawsze Będzie tu z nami.”
„I bardzo dobrze!”
Najdroższy tulił mnie mocno do SERCA. Wtuliłam się w Nie, cała.
„Zmęczo…” – szepnęłam.
„Wiem – Ukochany pochylał się nade mną z tkliwością – Wiem, Maleńka Moja. Za Tobą długa droga, nie tylko ta dzisiejsza… A przed Tobą niespodzianki i radość wielka!”
Spojrzałam w Najdrozszego pytająco. Uśmiechał się słodko i czule.
„Odpocznij teraz, Maleńka…”- wyszeptał całując mnie w czoło.
Pomyślałam, że choć wszystko jest inne, to ja jestem u siebie. Bo w Nim.
Odpoczywałam szczęśliwa bardzo!
WSZYSTKO JEST INNE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI