Latalismy po niebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany bawił się z chmurami. A ja poleciałam nad Ogród bukietowy, który nazwałam Różańcowym i wąchałam kwiaty. Właśnie pochylalam się nad piękną białą róża, kiedy usłyszałam cichy, łagodny kobiecy głos:
„Dziecię Moje Ukochane… Jezus bardzo pragnie Ciebie!”
Uśmiechnęłam się zaskoczona i uradowana bardzo!
„MAMA?!”
Głos nie odpowiedział. Spojrzałam na Najdroższego mojego. Stał w oddali, patrzył we mnie. Czekał. Poleciałam szybko do Niego. Ujęłam Go za rękę i poszliśmy do Altanki.
Najdrozszy stał oparty o delikatną różana ścianę altanki. Patrzył we mnie jakby inny, potężniejszy, większy i jakby z jeszcze większą Miłością czułością i zachwytem. Stanęłam przed Ukochanym. I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam JEGO ręce, SERCE i już chciałam uklęknac, żeby ucałować JEGO stopy, już się pochylalam, kiedy Najdroższy powstrzymał mnie. Nie pozwolił mi… Podniósł mnie delikatnie, uniósł w górę moją twarz i ujął ją w Swe dłonie. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Dziwnie jakoś… Ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłościa.
„Perlo Moja… czy chcesz być ze Mną bliżej niż żona jest z mężem?”
Moje serce zaczęło bić mocniej
„Tak. Chcę. Pragnę. Bardzo”- wyszeptalam i spuścilam głowę zawstydzona.
Umiłowany podniósł ja delikatnie. Patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ognia. Pocałowal mnie. Oblubieniec całował Swą oblubienice. Całowal czule i słodko i czysto. Jednocześnie obejmował mnie, otaczal, otulal Sobą. I potężnial. Wielki, potężny i piękny wchodzil we mnie. Ale nie tak jak myślicie. Cały we mnie wchodzil. We mnie całą. I czynił mnie przezroczystą. I otulal mnie Sobą bardziej i bardziej. Przenikał Sobą. Prześwietlał… Zamykal w Sobie otwieral na Siebie. I wchodzil we mnie a ja znikalam w NIM, w Najdroższym moim znikalam. A im bardziej wchodziłam tym bardziej Go pragnęłam… Znikałam, wchodziłam w głąb Umiłowanego. Znikłam. I już mnie nie było. Byłam w Nim. Moje serce było w Jego SERCU. Odpoczywałam w NIM… Nie wiem jak to opisać. Słów mi brakuje. Nie chcę naruszyć, zamknąć, pobrudzić… To było takie piękne i czyste. I odbywalo się w całkowitej wolności. Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym… Ciemność??! Nie! To nie była ciemność. To była Światłość tak wielka, że zdawała się ciemnościa. Miłość, tylko Miłość. Nic nie widziałam innego, nic innego nie czułam. Tylko MIŁOŚĆ. Byłam w Maleńkim moim. A ON był we mnie. Jest we mnie.
I mnie prowadzi. Dokąd? Dokądkolwiek mnie poprowadzi, pójdę za Nim.