Leżałam na kwiatowej kanapie. Cierpiąca i zmęczona. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I cierpiał ze mną. Bardzo cierpiał… Chciałam Mu jakoś usłuzyc, ulżyć… Ujęłam Jego dłoń w swoje ręce i całowalam Jego Ranę. Całowalam z miłością i czułością. I jak potrafilam najdelikatniej, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam…tylko tyle mogłam. Tak mi się przynajmniej wydawalo. Umiłowany mój patrzył we mnie…
„Jesteś Moim ukojeniem, Maleńka!” – wyszeptal z żarem w głosie. Zdumialam się,!
„Jak to…?!”
„Spojrz!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy. Patrzyłam. A ON znikł!
Chciałam rozejrzeć się po altance. Odwrócilam głowę. Spojrzałam na Krzyż wiszący w powietrzu. Spojrzałam. I… zamarlam! Na Krzyżu wisiał Umiłowany mój, Maleńki mój… Wisiał… Cały w Ranach. Cierpiący niezmiernie. Nie patrząc na moje bóle, wyskoczylam z kwiatowej kanapy i uklęklam pod Krzyżem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Serce zdawalo się, że wyskoczy mi z piersi z bólu! Albo że zaraz mi pęknie! Patrzyłam w Umiłowanego… Unoslam się do góry i zbliżyłam do Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ja z bólem serca w Niego patrzyłam. Nie wiedząc jak mogę Mu ulżyć, zaczęłam calować JEGO Rany. Całowalam z czułością i delikatnie… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam… całowalam. I znów leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała. I całowalam JEGO dłoń…
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś Moim ukojeniem, Perełko Moja. Koisz Mój ból pocałunkami, zapominając o swoim cierpieniu!”
Po chwili dodal z ogniem w oczach i żarem w głosie:
„Pragnę Ciebie, Perło Moja!”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I otaczal mnie, ogarnial, otulał mnie Sobą. Poteznial… I przeniknął całe moje wnętrze. Przeswietlal Sobą. I Czynił mnie przezroczystą. Wchodził we mnie, cały, potężny i wielki… Zniklalam w JEGO wnętrzu. Otulal mnie bardziej i bardziej. Zamykal w Sobie i otwieral na Siebie. Zniklam w Umiłowanym moim. I już mnie nie było. Byłam w Najdroższym. Oślepiła mnie Światłość tak wielka, tak potężna, ogromną jasność, że musiałam zamknąć i zacisnąć oczy. I tak wchodzilam w Umiłowanego z zamkniętymi oczami. Czułam jednak ze jestem prowadzona. Jakby Ktoś mnie prowadzil za rękę. Dalej i dalej… Nagle Ten Ktoś mnie zatrzymał.
„Otwórz oczy, Perło Moja!” – usłyszałam ciepły, jasny i dźwięczny glos.
Otworzyłam… Wszędzie było światło. Ale juz mnie nie razilo. Było ciepłe i przyjazne. Jak głos. Cała byłam w tym świetle. Otulalo mnie. Głos się znów odezwał:
„Oto SERCE, które wybrałaś! Do Ciebie należy!”
I w tej chwili zobaczyłam w tym świetle, wielkie Żywe, bijące SERCE!!! Ogromne!!!! Wychodzily z NIEGO jakby płomienie. Podchodzily do mnie, oplataly mnie, otulaly. Trwałam w zachwyceniu!!! W zachwyceniu!!! Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Oniemiala z zachwytu, patrzyłam… Byłam tak szczęśliwa że słów brak!!! Cała szczęśliwa!!! A z SERCA bił tak wielki Majestat i tak ogromna Moc, a jednocześnie Tak potężna Miłość, tkliwość, czułość i litość… I wiele wiele więcej niż można sobie wyobrazić i wyrazić słowami. Trwałam w zachwyceniu…
„Pójdź za Mną Perło, a ukaże Ci JEGO tajniki, sekrety!”
„Iiidę Panie…” – usłyszałam swoj własny głos, który był jakby śpiewem. Głos uśmiechnał się do mnie:
„Najmilsza Moja, nazywaj Mnie jak do tej pory. Uwielbiam to jak Mnie nazywasz” – z głosu biła tkliwosc i czułość nie do opisania.
„Idę, mój Najdroższy… Idę Maleńki mój!”
Głos zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, słodko.
„Odpocznij teraz Maleńka Moja.”
Ujrzalam przed sobą promiennie uśmiechnięta twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Leżałam na kwiatowej kanapie. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
„Odpocznij teraz, Maleńka Moja.”
Ucalowal mnie w czoło.
„Najdroższy mój…” – uśmiechalam się do Niego, szczęśliwa cała…
W ZACHWYCENIU…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI