Nie wiem jak to opisać. To cud dla mnie… Dotyczy mojego Duchowego Dziecka. Może spróbuję w największym skrócie i tak ja to widzę, jak ja to odbieram. Otóż moje kochane Dziecko Duchowe chodziło ze spuszczona głową. Zaopatrzone w ziemię. Zaopatrzone w swoje słabości, swoje emocje. W siebie. Tak bardzo było zaopatrzone w ziemię, że nie zauważyło, nie potrafiło zauważyć działania w Nim, Najdroższego. Było tak blisko Niego, a ON, Najdroższy, był przy Dziecku, blisko. Ono jednak patrzyło w ziemię. Tańczyłam za Nie. Oprócz tańca próbowałam tłumaczyć to Dziecku, lecz Ono „zawsze na wszystko miało piekna teoretyczna odpowiedź”. Zawsze miało jakieś „ale”. Długo próbowałam tłumaczyć. Słowami próbowałam podnieść Jego głowę i sprawić by spojrzalo w Niebo i dostrzegło Ukochanego. Jednak to nic nie dawało. Zawsze było „ale”. Doszłam do wniosku że słowa nic nie pomogą, że są bez sensu. Postanowiłam milczeć. Zamilkłam. Nie odpisywałam Dziecku. Tańczyłam za Nie. Tańcowalam. Balowalam. Serce mnie bolalo kiedy widziałam jak moje kochane Dziecko się męczy. Ono pisało mi dalej o swoich rozterkach, ja nie odpisywałam. Tańczylam.
I wczoraj napisało znów. Tym razem zdecydowalam się odpowiedziec. Napisałam krótko. Dosłownie trzy zdania. I czekałam na jakieś „ale”. Nie doczekałam się jednak! Dziecko po raz pierwszy od miesięcy przyjęło moje słowa! Więcej! Napisało, że te słowa są dla Niego olśnieniem! Olśnieniem! Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie i wielką radość!!!! Byłam baaardzo dumna z mojego Dziecka, podniosło w końcu głowę do góry i spojrzało w Niebo! Wiedziałam, że Najdroższy nasz to sprawił!!
I dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…
Byłam w komnacie SERCA Najdroższego. W ramionach Umiłowanego mojego odpoczywalam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. I ja promienialam bardzo. Patrzyłam w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję Ukochany mój!”
Najdroższy ucalowal mnie serdecznie.
„Pragnąłem, żebyś zobaczyła fragmencik Owocu swego tanca, Maleńka Moja!”
„Fragmencik?”- zdziwiłam się.
„Wszystkie Owoce zobaczysz, Maleńka, w Domu. I zapewniam Cię, że zdumiejesz się bardzo! Otworzysz usta ze zdumienia!”
„Jeśli mówisz że to był tylko fragmencik Owocu, a ja tak się zdziwiłam to rzeczywiście…”
Najdroższy mój znów mnie ucalowal!
„Chciałem też, żebyś widziała, że jesteś Moim naczyniem dzięki, któremu daję pić innym!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona…
Patrzył we mnie uśmiechnięty. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Wraz z przyjęciem Ciała Umiłowanego mojego do serca ogarnęła, zalała mnie fala Miłości i szczęścia. Ukochany otulal mnie Sobą… Wypełnial mnie Sobą… Pełna Miłości. Byłam naczyniem Umiłowanego, przez które On daje innym pić. I tańcowałam za moje Dzieci.