Wieczorem leżąc w łóżku:
Byłam w moim Jezusie. Leżałam w Jego objęciach. Z wątpliwościami, zsklopotaniem, onieśmieleniem.
„Ucz się brać, kochana! U mnie otrzymasz jeszcze więcej!” – wyszeptał śmiejąc się perliscie.
Mnie do śmiechu nie było!
„Ty to umiesz pocieszyć!” – szepnęłam i dałam Jezusowi pstryczka w nos. Wcale nie delikatnego!
„Jezu… noooo….” – szepnęłam jak małe dziecko rozżalone.
Jezus objął mnie z czułością niezwykłą… Otulił Sobą. I zaczął tłumaczyć. Cierpliwie i łagodnie…
„Dużo dajesz to i duuuużo otrzymujesz! Dajesz bezinteresownie, nie oczekując niczego! To i nie dziw się, że dużo dostajesz. Dobro wraca, zwielokrotnione! Trzeba ucieszyć się nim, przyjąć, podziękować. I iść dalej, dawać!”
„Ale ja ucieszylam się nim!!! Baaaaaardzo!!! Przyjęłam, podziękowalam. Dopiero potem zaczęłam się zastanawiać… zaczęły ogarniać mnie wątpliwości, wyssać, wsączać, że to co dostałam jest na wyrost, hojność ponad miarę.”
„Radość była ode Mnie. Wątpliwości wiesz od kogo.”
„Wiem!”
„No to skoro wiesz, nie przejmuj się nimi! Idź i dawaj jeszcze więcej! I nie dziw się jak jeszcze więcej otrzymasz!”
Spojrzałam w Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie!
„Ty to umiesz pocieszyć…” – szepnęłam. I pogłaskalam delikatnie Jego rękę. Delikatnie, z czułością. Potem wtuliłam się w umiłowanego mojego jeszcze bardziej. I szybko zasnęłam. I spałam całą noc! Obudziłam się. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pobłogosławilam jak codzień moje Dzieci. Pomodliłam się. I poszłam kochać! I dawać jeszcze więcej! Z Nim, z moim ślicznym Jezusem oczywiście. Bez Niego ani rusz!
DAWAĆ!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI