„A Ja cię nie zaniedbuję, maleńka?” – spytał Jezus z troską.
Leżałam w Jego objęciach otulona Miłością… Zanurzona w umiłowanego mojego.
„Zaniedbujesz?! Skąd!!! Oczywiście, że nie!” – szepnęłam z mocą.
Zaczęłam głaskać mojego ślicznego Jezusa po policzku…
„Nie zaniedbujesz mnie, kochany. Przeciwnie! Rozpieszczasz! Rozpieszczasz mnie Jezu kochany!”
Popatrzyłam Jezusowi w oczy głęboko i zaśmiałam się perliscie!”
„Rozpieszczasz mnie! Jeszcze trochę a będę rozpuszczona jak dziadowski bicz!”
Jezus spojrzał we mnie zdumiony! I zaczął się śmiać! Głośno! Radośnie! Perliscie! I ja śmiałam się razem z Nim! Śmialiśmy się długo. Gdy przestaliśmy, szepnęłam z czułością:
„Tak bardzo się cieszę, mój słodki, że mnie chcesz! Że chcesz, żebym była przy Tobie, przy SERCU Twoim! Że mnie kochasz, pragniesz i tulisz!”
„Jakże mogłoby być inaczej, maleńka?! To niemożliwe!”
„Od kiedy Cię poznałam, od kiedy mnie w Sobie zanurzyłeś nie wyobrażam sobie innego życia!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Ani Ja, Monisiu. Ani Ja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
„Karmisz mnie. Poisz… Naprawdę rozpuszczasz mnie jak…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Całował i całował… Całował czule, słodko, ogniście. I śmiało!
ROZPUSZCZA MNIE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI