Umiłowany mój Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo, bardzo… Całą noc. Rozmyślałam…
„Miriam cała była Adwentem. Była czuwaniem. Oczekiwaniem. Cała była tęsknotą… Pragnieniem! Cała była wypełniona Bogiem. Miłością… Miłość przepełniała małą Miriam. Niosła Miłość – Jezusa wszędzie tam gdzie szła. Niosła Go do Elżbiety, niosła do Betlejem, i uciekając do Egiptu. I dzisiaj niesie Jezusa. Niesie Go do naszych serc. Czy otworzymy Mu i przyjmiemy z radością jak Elżbieta? Czy zamkniemy przed Nim drzwi serc jak mieszkańcy Betlejem? A może przerazimy się Jego narodzeniem jak Herod i całe Jeruzalem? Współcześni władcy chcą jak Herod pozbyć się Dzieciątka. Chcą wymazać Jego narodziny, wyrzucić szopkę z przestrzeni publicznej. Chcą obchodzić „gwiazdkę”, lub po prostu „imprezę zimową”. Mówią o „magii Świąt”,ale ani słowem nie zająkną się jakie to są Święta. A w tym tkwi sedno. To Święta Bożego Narodzenia! Bożego Narodzenia! Bez Niego rozmywa się, zanika sens świętowania. Tak podcina się naszą tożsamość, jak korzenie z których wyrośliśmy. A drzewo z podciętymi korzeniami usycha… Zanika. Ginie. A Jezus przychodzi do nas po to, aby dać nam życie! Życie w obfitości. Stoi u drzwi naszych serc i kołacze. Stuka, puka. Nieustannie ma nadzieję, że Mu otworzymy. Wierzy w nas. Ufa, że wpuścimy Go do naszych serc, do naszego życia. A On, Jego Miłość rozświetli, rozjaśni ciemności naszych smutnych serc. Wypełni Sobą – Miłością, szczęściem i radością nasze życie. Jak wypełnił życie Miriam i Józefa.”
STOI I KOŁACZE…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI