Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały!
„A ty Monisiu czekasz na Mnie?” – spytał z cudnym uśmiechem.
„Jasne! Oczywiście, że czekam, kochany! Nie mogę się doczekać Ciebie, Jezu mój kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Masz tyle rzeczy, tyle talentów, tyle spraw…” – wyszeptał Jezus.
Przerwałam mojemu ślicznemu gwałtownie!
„Żadna rzecz, żaden talent, żadna sprawa nie jest ważniejsza od Ciebie! Ty jesteś najważniejszy!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z ogniem. Z miłością i uwielbieniem patrzyłam. Szeptałam dalej:
„Niedawno od jakiegoś księdza usłyszalam pytanie: 'gdyby Jezus przyszedł dzisiaj to co byś miała jeszcze do zrobienia?’ chodziło mu o to czy nie chcemy kogoś przeprosić, czegoś naprawić, może pójść do spowiedzi. 'Co bym zrobiła? Nic. Odłożyła bym to co bym akurat robiła i rzuciłabym się w ramiona Miłości! W Twoje ramiona, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! I ja patrzyłam w mojego Jezusa! Zapatrzyliśmy się w siebie nawzajem!
„A Ja rzuciłbym się w ramiona Mojej maleńkiej!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością. Zrobiło mi się miękko na sercu…
W RAMIONA MIŁOŚCI!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI