Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie… Na Jego twarzy i w oczach malowała się czułość i tkliwość, i błogość… Zachwyt i duma. Leżałam w Jego objęciach tańcząca i pieściłam SERCE Najdroższe.
„Moja śliczna Alpinistko…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie! Uszczęśliwiona cała!
„Tak! Jestem Twoją alpinistką!”
Przedwczoraj pomyślałam o czekającym mnie zadaniu, że jest ono jak wieeeeelka góra. I naszły mnie wątpliwości i jakieś niepokoje, strachy, że to za trudne dla mnie. Że nie dam rady itd, itp. Napisałam o tym mojemu Duchowemu Synkowi. I jak tylko o tym napisałam, strach i wątpliwości uciekły! A moje serce zalał blogi pokój i szczęście… Nie czekałam już prawdę mówiąc na odpowiedź Syna. Wystarczyło mi, że podzieliłam się obawami. Syn niedługo potem napisał: „Zawsze dawałaś i to z powodzeniem. Jeśli chodzi o mnie to nie mam obaw. Wiem tylko, że dużo wysiłku w to będziesz wkładała 💙💙💙”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Tak, jestem Twoją alpinistką! Nie mam żadnego zabezpieczenia. Właściwie to Ty jesteś moim Zabezpieczeniem! I razem zdobędziemy tę górę!”
„Zdobędziemy, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic!
ZDOBĘDZIEMY!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI