„Płakałaś Monisiu gdy o tym pisałaś…” – wyszeptał Jezus z czułością.
„Oj tam, od razu płakałam! Dwie łezki to nie płacz. Ale gdy pisałam to nagle zrobiło mi bardzo smutno i przykro…”
„A dlaczego?!” – dopytywał z ogromną troską Jezus.
„Bo w jednej chwili przypomniałam sobie siebie. Małą, samotną, wołającą, proszącą o miłość. I to moje wołanie, prośba pozostała praktycznie bez odzewu…”
Jezus patrzył we mnie. W Jego oczach widziałam miłość i całkowite zrozumienie.
„To tak jak Ja, złożony w żłobie wśród zwierzęcych odchodów. To tak jak Ja niezrozumiały przez rodziców w świątyni jerozolimskiej. To tak jak Ja wyrzucony z synagogi w Nazarecie…”
Jezus mówił, a moje serce szeptało: „No, coś w tym jest”.
„To tak jak Ja wystawiany na próbę i nierozumiany przez faryzeuszy. To tak jak Ja cierpiący samotnie w Ogrójcu. To tak jak Ja wiszący na krzyżu i patrzący na moich prześladowców.”
Za każdym razem moje serce szeptało:
„No, coś w tym jest!”
Gdy mój słodki Jezus mówił, przed moim sercem i oczami przesuwały się obrazy… Widziałam umiłowanego mojego Jezusa złożonego w żłobie, wyrzuconego z synagogi w Nazarecie, wystawianego na próbę i nierozumianego przez faryzeuszy. Widziałam umiłowanego cierpiącego samotnie w Ogrójcu i wiszącego na krzyżu i patrzącego na prześladowców… I uderzyło mnie to, że Jezus miał twarz podobną do mojej. A raczej ja miałam twarz Jezusa!
„Całe życie byłaś podobna do Mnie, Monisiu! Byłaś i jesteś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa poruszona…
PODOBNA DO JEZUSA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI