Jezus tulił mnie do SERCA. Zimny, przenikliwy wiatr wiał coraz bardziej i bardziej… Już nic nie czułam. Trzęsłam się cała. Umiłowany mój Jezus dygotał cały… Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Jakiż Ty tu samotny mój Jezu… Jakiż opuszczony… Odrzucony! I zmarznięty…” – szepnęłam z bólem.
„Przyszedłem na świat, aby wyrwać Moje dzieci ze szponów zła! Aby wyzwolić, uwolnić je z pod mocy grzechu. Przyszedłem pokorny i cichy. Moje dzieci nie chciały takiego Mesjasza! Chciały, żeby przybył z wojskiem, z armią i uwolnił je z pod okupacji. Ja pragnąłem uwolnić je od czegoś znacznie poważniejszego i ważniejszego. Nie chciały Mnie, nie przyjęły!”
” Ale wielu Cię przyjęło! Chciało! I wciąż Ciebie chcą! Ogromna większość moich Duchowych Dzieci Cię chce! Pragnie! Ja Ciebie chcę!”-szepnęłam z mocą.
„Chcesz Mnie…?”
„Oczywiście! Chcę Ciebie! Chcę!”
I dodałam:
„Czy gdybym Cię nie chciała, byłabym z Tobą tutaj??!”
Jezus jakby się obudził.
„Nie, nie byłabyś!”
„Właśnie!”
Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Moje serce szeptało:
„Chcę Cię! Chcę… Pragnę Ciebie, mój Miły!”
Wiatr jakby ucichł…
CHCĘ CIEBIE!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI